Ponad trzysta osób miało wrócić z rajskiego Barbadosu do Londynu, a zamiast tego utknęło na wyspie - bo rejs nie miał kto poprowadzić.

Brzmi jak początek kiepskiego żartu, ale to autentyczna historia sprzed kilku dni. Lot BA254 z Bridgetown, stolicy Barbadosu, na londyńskie Heathrow po prostu nie wystartował. Nie z powodu burzy nad Atlantykiem, nie przez usterkę Boeinga, tylko dlatego, że część załogi rano nie była w stanie stanąć do pracy. Wieczorem wcześniej urządziła sobie na wyspie imprezę, która wymknęła się spod kontroli.

Impreza, która wymknęła się spod kontroli

Zaczęło się dość niewinnie. British Airways kwateruje swoje ekipy na Barbadosie w luksusowym, all-inclusive hotelu Radisson Aquatica Resort - a formuła all-inclusive oznacza, że alkohol jest w cenie i bez limitu. Jak opisuje brytyjski tabloid "The Sun", z którego pochodzą relacje świadków, drinki lały się w hotelowym barze do późnych godzin nocnych. Skończyło się widowiskowo: jedna ze stewardes miała zwymiotować przy barze, a jej kolega stracił przytomność i trzeba było odprowadzić go do pokoju.

Innym gościom hotelu najwyraźniej nie spodobała się ta zabawa i zwrócili bawiącej się grupie uwagę. W odpowiedzi mieli usłyszeć tylko: "Jesteśmy załogą British Airways. I co z tego?". Zabrzmiało pewnie bardzo pewnie siebie - do następnego poranka.

Nazajutrz okazało się bowiem, że kilkoro członków personelu pokładowego nie nadaje się do lotu. A bez kompletnej obsługi kabiny samolot z pasażerami po prostu nie może wystartować - to nie kwestia komfortu, tylko przepisów. British Airways odwołały więc rejs, a maszyna wróciła do Londynu dopiero kilka godzin później, już pod innym numerem (BA9156) i z inną, trzeźwą załogą. Pikanterii dodaje fakt, że imprezowicze też ostatecznie wrócili do domu tym samolotem - ale nie w mundurach, tylko jako zwykli pasażerowie z tyłu kabiny.

Linia potwierdziła, że wyciągnęła konsekwencje: czterech członków załogi zawieszono na czas wewnętrznego dochodzenia. W oświadczeniach przewoźnik podkreśla, że wymaga od pracowników profesjonalizmu. Najbardziej oberwała jednak reputacja - i, rzecz jasna, wakacje kilkuset pasażerów, którym plany rozsypały się w drobny mak.

Dlaczego załogom nie wolno pić

Warto wiedzieć, dlaczego to naprawdę poważna sprawa, a nie tylko pikantna anegdota. Przepisy dotyczące alkoholu dla załóg lotniczych są dużo surowsze niż dla kierowców. W Wielkiej Brytanii dopuszczalny poziom alkoholu we krwi członka załogi to zaledwie 20 mg na 100 ml - czyli mniej więcej jedna czwarta limitu obowiązującego kierowców. Do tego dochodzi znana w branży zasada "bottle to throttle": minimum osiem godzin między ostatnim drinkiem a stawieniem się do służby (a wiele linii zaleca dłużej). I nie chodzi tylko o pilotów. Stewardzi też są objęci tymi regułami, bo w razie awaryjnej ewakuacji to właśnie oni w kilkadziesiąt sekund decydują, kto i którymi drzwiami opuści płonący samolot. Trudno o gorszy moment na kaca.

W całej tej historii jest jeszcze jedna ironia. Zwykle to pasażerowie potrafią przesadzić z alkoholem i zamienić lot w awanturę - nie bez powodu Ryanair prowadzi politykę zero tolerancji, a jego szef od dawna apeluje o ograniczenie sprzedaży alkoholu na lotniskach, zwłaszcza z samego rana. Tym razem role się odwróciły i to obsługa dała pokaz, jak nie należy zaczynać dnia pracy.

Pasażerowie BA254 mają przynajmniej jedno usprawiedliwienie, żeby spojrzeć na to z przymrużeniem oka: dostali kilka dodatkowych dni na jednej z najpiękniejszych wysp Karaibów. Barbados to nie tylko plaże jak z folderu, ale też stare Bridgetown wpisane na listę UNESCO, jaskinia Harrison's Cave i całkiem konkretna historia rumu. Jeśli kiedyś traficie w podobne miejsce - czy to z przymusu, czy z wyboru - zwiedzanie z audioprzewodnikiem Travio.pl w słuchawkach potrafi zamienić spacer po nieznanym mieście w opowieść, w której nic ciekawego wam nie umknie. Przynajmniej ktoś w tej całej historii wyszedłby na trzeźwo.

🎧

Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem

Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.

Wypróbuj →