Na dłuższym rejsie, gdzieś między posiłkiem a drzemką, mało kto zastanawia się nad tym, co dzieje się za drzwiami kokpitu. A obowiązuje tam pewna cicha zasada, o której pasażerowie zwykle nie mają pojęcia: kapitan i pierwszy oficer starają się nie jeść tego samego. Nie chodzi o kaprys ani o to, że jeden woli kurczaka, a drugi rybę. Powód jest znacznie bardziej praktyczny.

Gdyby któryś z posiłków okazał się nieświeży i wywołał zatrucie, chodzi o to, żeby położył najwyżej jednego pilota. Drugi, który zjadł coś innego, zostaje sprawny i przejmuje stery. W żargonie lotniczym nagłe wyłączenie pilota z pracy nazywa się "pilot incapacitation" i choć brzmi poważnie, załogi są na taką sytuację regularnie szkolone. Dwa różne dania to po prostu tanie ubezpieczenie na wypadek, gdyby katering zawiódł.

Co ciekawe, w większości krajów nie jest to nawet wymóg prawny. Amerykański urząd lotnictwa FAA niczego takiego nie nakazuje - to linie same wprowadzają własne reguły. Niektóre traktują je bardzo serio: kolumbijska avianca czy Aerolineas Argentinas mają obowiązek podawania pilotom odmiennych posiłków, a Virgin Atlantic ładuje na pokład osobny zestaw dań dla załogi. Inne przewoźniki jedynie to zalecają. Na krótkich trasach, gdzie serwisu i tak nie ma, piloci często po prostu przynoszą jedzenie z domu - i zasada spełnia się sama.

Do tego dochodzi drobiazg, o którym rzadko się mówi: piloci zwykle nie jedzą tego samego co pasażerowie, a jeśli już zasiadają do posiłku, robią to na zmianę. Kiedy jeden je, drugi trzyma ręce na sterach. Bywa też, że w grę wchodzi starszeństwo - na niektórych liniach kapitan dostaje danie z klasy pierwszej, a pierwszy oficer to z biznesowej. Zdarza się jednak i tak, że kapitan uprzejmie pozwala młodszemu koledze wybrać jako pierwszy.

Skąd w ogóle wziął się ten nawyk

Można by pomyśleć, że to przesadna ostrożność rodem z komedii - w kultowym "Czy leci z nami pilot?" z 1980 roku cała maszyna zatruwa się rybą. Rzecz w tym, że rzeczywistość bywała niewiele mniej dramatyczna.

W 1982 roku na transatlantyckim rejsie feralnym bohaterem okazał się deser. Skażona porcja położyła większość załogi, z kapitanem włącznie. Uratowało sytuację to, że jeden z pilotów nie skusił się na pudding, pozostał więc zdrowy i bezpiecznie sprowadził samolot na ziemię.

Najgłośniejszy przypadek wydarzył się jednak kilka lat wcześniej. W lutym 1975 roku Boeing 747 japońskich linii JAL leciał z Tokio do Paryża z międzylądowaniem na Alasce. To właśnie w Anchorage na pokład trafiły omlety z szynką, przygotowane przez kucharza, który miał zakażone rany na dłoniach. Szynka roznosiła gronkowca, a przez kilka dni przechowywania bakteria zdążyła wyprodukować toksynę. Godzinę po śniadaniu zaczęło się: mdłości, wymioty i skurcze u niemal dwustu osób. Najmocniej oberwała klasa pierwsza, bo tam omlety zjedli praktycznie wszyscy. Kilkadziesiąt osób trafiło do szpitali, ale co ważne - nikt nie zginął, a wszyscy wrócili do zdrowia. Ta historia pokazała za to dobitnie, jak jedna wadliwa partia z kuchni potrafi wyłączyć z gry cały przedział samolotu.

Dziś ryzyko takiego scenariusza jest naprawdę niewielkie, bo standardy w lotniczych cateringach poszły mocno do przodu. Australijskie statystyki bezpieczeństwa pokazują wprawdzie, że wśród przyczyn nagłej niedyspozycji pilotów prowadzą właśnie dolegliwości żołądkowe, ale przy dwuosobowej załodze prawie nigdy nie ma to wpływu na przebieg lotu. I o to właśnie chodzi: dwa różne dania kosztują linie tyle co nic, a w razie czego robią całą różnicę.

Jest w tym zresztą coś uspokajającego. Całe latanie stoi na drobnych, niewidocznych zabezpieczeniach, o których na co dzień nie myślimy, a które sprawiają, że pojedynczy pech nie psuje całej podróży. Trochę podobnie działa dobre przygotowanie na miejscu. Gdy już wysiądziesz z samolotu i ruszysz zwiedzać nowe miasto, zamiast błądzić od tablicy do tablicy, warto mieć w kieszeni audioprzewodnik Travio - po prostu słuchasz opowieści o tym, co mijasz, i idziesz dalej we własnym tempie. Taki cichy pomocnik, którego się nie zauważa, dopóki nie okaże się potrzebny.

A następnym razem, gdy na pokładzie zobaczysz, że kapitan i pierwszy oficer dostają dwa różne dania - już wiesz, że to nie przypadek.

🎧

Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem

Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.

Wypróbuj →