Jeszcze niedawno turysta, który dostał na Malcie mandat, zwykle nie musiał się nim specjalnie przejmować. Pismo docierało oficjalną drogą po kilku dniach albo tygodniach, a ukarany dawno siedział już w samolocie do domu. Premier Robert Abela sam przyznał, że egzekwowanie takich kar było w praktyce mało skuteczne. Tego lata Maltańczycy postanowili to zmienić i zrobili to w sposób, który mocno wyróżnia ich na tle innych śródziemnomorskich kurortów.

Płacisz od ręki albo oddajesz paszport

Od lipca turyści na Malcie dostają mandaty płatne natychmiast, w miejscu wykroczenia. Wystawiają je policjanci, funkcjonariusze lokalnej agencji porządkowej LESA oraz inspektorzy urzędu ds. środowiska. Gotówki się nie przyjmuje. Na początku najniższa kara wynosiła 25 euro, ale 4 sierpnia rząd podniósł ją do 50 euro.

Kto nie zapłaci na miejscu, musi się liczyć z tym, że policja zabierze mu paszport lub dowód osobisty i odda go dopiero po uregulowaniu należności. Gdy nie da się ustalić tożsamości, w grę wchodzi zatrzymanie. Mandat można później zaskarżyć, a wpłacone pieniądze traktuje się jak depozyt, więc po wygranej sprawie wracają do portfela. Z kolei kara, która po wyroku nadal pozostaje niezapłacona, może skończyć się zakazem wjazdu na Maltę nawet na 12 miesięcy.

Nowe zasady obejmują każdego, kto nie ma maltańskiego obywatelstwa ani maltańskiego dokumentu pobytowego. Nie ma tu wyjątku dla obywateli Unii, więc polski turysta podlega im dokładnie tak samo jak Brytyjczyk czy Amerykanin.

Próg 200 euro

Najostrzejszą część przepisów ogłosił 24 lipca minister spraw wewnętrznych Glenn Bedingfield. Jeśli turysta uzbiera mandaty na łączną kwotę co najmniej 200 euro, jego sprawa trafia do głównego oficera imigracyjnego. Ten ocenia, czy dalszy pobyt takiej osoby da się pogodzić z porządkiem publicznym. Jeśli uzna, że nie, może cofnąć zgodę na pobyt i nakazać wyjazd jeszcze przed końcem urlopu. Na odwołanie jest jeden dzień roboczy.

Abela tłumaczył w wywiadzie radiowym, że dotyczy to także kogoś, kto karę już zapłacił. Podał przykład turysty, któremu zostało jeszcze kilka dni wakacji, a mimo to może zostać odesłany od razu. Przy obecnej minimalnej stawce do progu wystarczą cztery drobne mandaty, a jedno poważniejsze wykroczenie może go przekroczyć za jednym zamachem.

Bezpośrednim impulsem były wydarzenia w Swieqi, spokojnej dzielnicy mieszkalnej, która sąsiaduje z imprezowym Paceville. Tuż przed ogłoszeniem przepisów policja ukarała tam 12 osób łącznie na około 2 tys. euro za rzucanie butelkami na osiedlowe ulice. Mieszkańcy od dawna skarżą się na nocny hałas i śmieci, a w mediach społecznościowych przez całe lato krążyły nagrania turystów zakłócających spokój.

Za co turyści płacą najczęściej

Gdy w lutym pomysł trafiał do konsultacji, rząd mówił przede wszystkim o śmieceniu, hałasie i uprzykrzaniu życia sąsiadom. Praktyka szybko pokazała, że najczęstszym przewinieniem jest po prostu strój. Do 18 sierpnia wystawiono 401 mandatów za nieodpowiedni ubiór na ulicach i promenadach, na łączną kwotę 14 175 euro. Najwięcej padło w St Julian's (148), w Swieqi (100) i w Sliemie (91), ale kary wypisywano też między innymi w Valletcie, Mellieħy, St Paul's Bay i Marsaxlokk. Bikini i kąpielówki są w porządku na plaży, na deptaku w Sliemie już niekoniecznie.

Tempo, w jakim przybywa mandatów, robi wrażenie. 9 sierpnia premier mówił o blisko 500 karach, z których 95 procent opłacono od razu. 17 września, na spotkaniu z maltańskim stowarzyszeniem hotelarzy i restauratorów, podał już liczbę 1400. Przy okazji wyszło, że Malta Tourism Authority przeprowadziła w tym roku 4215 kontroli plaż, lokali i apartamentów na wynajem krótkoterminowy. Pod lupą jest też 169 obiektów podejrzewanych o działanie bez licencji. Abela mówił wprost, że kraj osiągnął już "masę krytyczną" turystów i teraz chce stawiać na jakość, a nie na liczby.

Czy jest się czego obawiać?

Dla zdecydowanej większości przyjezdnych w praktyce niewiele się zmienia. Malta to przecież przede wszystkim Valletta z bastionami, Mdina i megalityczne świątynie starsze od egipskich piramid, a nie tylko nocne życie Paceville. Kiedy zwiedzamy takie miejsca, najlepiej mieć w uszach dobry audioprzewodnik, na przykład Travio.pl, który opowie historię mijanych murów i kościołów. Ktoś, kto spędza urlop w ten sposób, raczej nie ma szans zetknąć się z nowymi przepisami. Kłopot mają ci, którzy traktują wyspę jak miejsce, gdzie wszystko wolno, albo z plaży idą prosto do kawiarni w samym stroju kąpielowym.

Mimo wszystko kilka rzeczy dobrze mieć z tyłu głowy. Trzeba nosić przy sobie kartę płatniczą, bo gotówką mandatu nie zapłacimy. Idąc do miasta, lepiej zarzucić na siebie koszulkę i szorty. Nie warto też urządzać głośnych posiedzeń na balkonie apartamentu. No i próg 200 euro liczy się łącznie, więc kilka drobnych wpadek może skończyć się tak samo jak jedna poważna.

Same kary za strój czy picie na ulicy nie są w Europie niczym nowym, bo od lat stosują je Włochy, Hiszpania i Chorwacja. Nowością jest to, jak krótka jest na Malcie droga od mandatu do przymusowego wyjazdu z wyspy.

🎧

Wspierasz mnie, korzystając z Travio

Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.

Wypróbuj →