Poranek na lotnisku w Koszycach zaczął się jak każdy inny. Załoga Austrian Airlines weszła po schodkach na pokład, żeby przygotować samolot do pierwszego rejsu do Wiednia - i w pierwszym rzędzie foteli zastała śpiącego mężczyznę. Kiedy się obudził, nie panikował ani nie próbował uciekać. Zapytał tylko, czy maszyna już odlatuje.
To nie był pasażer, który pomylił bramki albo przysnął podczas boardingu. Około pięćdziesięcioletni Słowak spędził na pokładzie kilka godzin, a na płytę lotniska dostał się w środku nocy - samodzielnie, mijając po drodze wszystko, co miało go tam nie wpuścić.
Cała historia zaczęła się poprzedniego wieczoru. Mężczyzna pojawił się w ogólnodostępnej części terminala w czwartek, bez żadnych dokumentów. Chodził po budynku, wszedł nawet do zamkniętych pomieszczeń, gdzie spokojnie przygotował sobie jedzenie i kawę. Zaczepił jedną z pracownic portu i wypytywał ją o dostępne połączenia z Koszyc, choć - jak relacjonują świadkowie - sposób, w jaki się komunikował, był nietypowy. W pewnym momencie opuścił terminal, a personel uznał, że problem sam się rozwiązał i intruza nie ma już na terenie lotniska.
Tyle że wcale nie zniknął. Podszedł do ogrodzenia w miejscu oddalonym od budynku, pokonał je i znalazł się w strefie zastrzeżonej - tej samej, do której zwykli pasażerowie nie mają wstępu bez kontroli. Przez mniej więcej godzinę poruszał się po płycie, między samolotami i sprzętem, i nie zauważyła go ani ochrona, ani monitoring. Trafił w końcu na zaparkowanego Austriana szykowanego na poranny lot do Wiednia. Do drzwi maszyny dostawione były schodki, a wejście na pokład stało otworem. Wszedł, usiadł z przodu i zasnął.
Reszta wydarzyła się już po przebudzeniu. Załoga zawiadomiła ochronę, a że mężczyzna nie miał przy sobie dokumentów i zachowywał się w sposób sugerujący zaburzenia, nie udało się od razu ustalić jego tożsamości ani motywów. Na prośbę kapitana samolot dokładnie sprawdzono - nie znaleziono żadnych niebezpiecznych substancji ani ładunków. Rejs do Wiednia wystartował z około dwugodzinnym opóźnieniem. Rzecznik lotniska Juraj Toth potwierdził, że do strefy bezpieczeństwa dostała się osoba nieupoważniona, i zapowiedział wzmożone środki ostrożności aż do odwołania. O tym, jak dokładnie intruz pokonał ogrodzenie i dlaczego nie wychwyciły go kamery, port na razie milczy.
Samolot, wokół którego wszystko się rozegrało, miał lecieć do Wiednia - miasta, które akurat trudno zaliczyć do przereklamowanych i po którym da się chodzić godzinami. Same Koszyce zresztą, drugie co do wielkości miasto Słowacji, to zaskakująco urokliwy przystanek z jedną z najdłuższych zabytkowych ulic w tej części Europy. Gdy człowiek już zwiedza takie miejsce, warto mieć w telefonie audioprzewodnik w rodzaju Travio.pl - spacer z opowieścią w tle zamienia mijane kamienice w konkretne historie, zamiast ładnych, ale niemych fasad.
Zawiodła nie jedna rzecz, tylko kilka po kolei
Wracając jednak do Koszyc - bo to nie jest wyłącznie zabawna anegdota o facecie, który zasnął w samolocie. Zwrócił na to uwagę słowacki analityk ds. bezpieczeństwa Radovan Bránik, cytowany przez serwis pravda.sk. Lotniska działają w oparciu o tak zwaną ochronę warstwową: czujność pracowników, kontrolę ruchu, monitoring i fizyczne zabezpieczenia. Rzecz w tym, że w Koszycach zawiódł nie jeden element, tylko kilka po kolei. Mężczyznę można było zatrzymać w terminalu, potem przy wejściu do zamkniętych pomieszczeń, następnie przy ogrodzeniu, a na końcu na samej płycie.
Najbardziej niepokoi go to, że samolot w ogóle nie był zamknięty - a za to, według eksperta, odpowiada operator maszyny, niezależnie od tego, na którym lotnisku ją zaparkowano. Tym razem skończyło się na śpiącym pasażerze bez złych zamiarów i dwóch godzinach opóźnienia. Bránik nie ukrywa jednak, że gdyby tę samą drogę pokonał ktoś działający celowo, rozmawialibyśmy dziś o zupełnie innych konsekwencjach.
Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem
Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.