Koła dotykają pasa, samolot jeszcze mocno hamuje, a z kilku rzędów dobiegają pierwsze oklaski. Po chwili dołącza pół kabiny, a druga połowa wbija wzrok w telefon albo wymienia porozumiewawcze spojrzenia. Mało który zwyczaj na pokładzie budzi tyle emocji, a w Polsce dochodzi do tego jeszcze przekonanie, że to nasza narodowa specjalność, której należy się wstydzić. Kłopot w tym, że dokładnie to samo myślą o sobie pasażerowie w wielu innych krajach.
Pierwsze brawa trafiły do gazety w 1948 roku
Nikt nie potrafi wskazać chwili, w której ktoś pierwszy raz zaklaskał po przyziemieniu, ale najstarszą znaną wzmiankę prasową odnalazł Bruce Florsheim, badacz z Museum of Flight w Seattle. 20 listopada 1948 roku dziennik Cincinnati Enquirer opisał lot American Airlines z około czterdziestoma pasażerami na pokładzie. Maszyna krążyła nad lotniskiem w Cincinnati mniej więcej kwadrans, bo zawiodła aparatura związana z wypuszczaniem podwozia i załoga nie miała pewności, czy koła są na swoim miejscu. Dopiero gdy z ziemi potwierdzono przez radio, że w świetle reflektorów widać wysunięte podwozie, samolot podszedł do lądowania i usiadł bez żadnych problemów. Gazeta odnotowała, że wszyscy pasażerowie zaczęli wtedy klaskać z wdzięczności i ulgi.
Ten szczegół sporo zmienia, bo pierwsze udokumentowane brawa nie były żadnym rytuałem, tylko spontaniczną reakcją ludzi, którzy przez kilkanaście minut naprawdę nie wiedzieli, jak skończy się ich podróż. Często powtarza się też teorię, że zwyczaj jest pamiątką po czasach, gdy latanie było rzadkim i nieco egzotycznym przeżyciem, a każdy udany lot wydawał się małym wydarzeniem. Brzmi to logicznie, ale nikt nie przedstawił na to twardych dowodów, więc trzeba ją traktować raczej jako hipotezę niż udokumentowaną historię.
Ulga, podziękowanie i powrót do domu
Powody, dla których ludzie klaszczą dziś, bywają różne i często się ze sobą mieszają. Clark McPhail, emerytowany profesor socjologii z University of Illinois, który przez lata badał zjawisko oklasków, tłumaczył, że pasażerowie wyrażają w ten sposób uznanie dla umiejętności pilota. Zwracał też uwagę na mechanizm znany każdemu, kto był na koncercie: brawa rozchodzą się po sali, ale nie działają jak odruch bezwarunkowy. Jeśli nie podzielamy entuzjazmu otoczenia, potrafimy się powstrzymać, choć zwykle jednak dołączamy.
Dla wielu osób liczy się coś zupełnie innego niż technika pilotażu. Lądowania w Izraelu od dziesięcioleci bywają witane oklaskami, bo dla części pasażerów to emocjonalny powrót do ojczyzny, a wieloletni pasażer i kolekcjoner pamiątek po liniach El Al opowiadał, że słyszał je przy każdej swojej podróży i że nikt nie musi do tego zachęcać. Podobne sceny zdarzają się na lotach na Filipiny czy do Portoryko, dokąd wracają ludzie pracujący latami za granicą. Polskie stewardesy i stewardzi też zauważają, że brawa pojawiają się częściej tam, gdzie na pokładzie jest dużo osób wracających z emigracji, oraz wśród turystów latających raz w roku na wakacje.
Dochodzi do tego zwykły strach. Dla kogoś z awiofobią przyziemienie oznacza koniec kilku godzin napięcia, a klaskanie to najprostszy sposób, żeby je z siebie wyrzucić.
Kto klaszcze najczęściej
W 2015 roku Lonely Planet przyjrzało się mediom społecznościowym pod kątem wpisów o klaskaniu w samolotach. O klaszczących rodakach pisali między innymi Brytyjczycy, Amerykanie, Australijczycy, Irlandczycy, Rosjanie, Filipińczycy i mieszkańcy Portoryko. Najzabawniejsze okazało się to, że w każdej z tych grup powracało przekonanie, że tak robią wyłącznie ich rodacy. Polacy nie są więc wyjątkowi nawet w swoim zażenowaniu.
Świeższe dane przyniosło badanie Wizz Air opublikowane jesienią 2025 roku, w którym udział wzięło ponad 4,5 tys. pasażerów i 150 członków załóg z całej siatki przewoźnika. Najchętniej klaszczą Gruzini, wśród których do bicia braw przyznaje się 75 proc. ankietowanych, a zaraz za nimi są Bułgarzy z wynikiem 70 proc. W Rumunii i na Węgrzech klaszcze mniej więcej co drugi pasażer, natomiast w Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i Serbii mniej niż 30 proc. Różnią się też motywacje. Na wschodzie Europy oklaski wyrażają głównie ulgę po bezpiecznym lądowaniu, na zachodzie są częściej podziękowaniem dla załogi, a mniej więcej co piąty ankietowany przyznał, że klaszcze po prostu dlatego, że robią to wszyscy wokół.
Nieoczywiście wypadł podział na wiek, bo zwyczaj wcale nie jest domeną starszych pasażerów. Wśród osób w wieku 18-24 lata klaskanie deklaruje 64 proc., a w grupie 25-34 lata połowa badanych. Załogi Wizz Air zauważają jednak, że oklasków jest ogólnie coraz mniej, z wyjątkiem takich krajów jak Bułgaria, Rumunia, Albania i Włochy. Jeden z członków personelu tłumaczył, że w latach 80. i 90. o wypadkach lotniczych mówiło się w mediach dużo częściej, a dziś mało kto w ogóle myśli o bezpieczeństwie, wsiadając do samolotu. Stewardesa prowadząca blog o pracy na pokładzie zauważyła z kolei, że w klasie biznes brawa słychać rzadziej niż w ekonomicznej i w tanich liniach.
Czego nie widać z fotela pasażera
Z perspektywy załogi cała sprawa wygląda nieco inaczej. Pilot zwykle w ogóle nie słyszy oklasków, bo wzmocnione drzwi kokpitu odcinają dźwięki z kabiny i brawa docierają głównie do stewardes i stewardów. Profesor McPhail uważał zresztą, że to bez znaczenia, bo ludzie klaszczą z przyzwyczajenia za to, co im się podoba, a nie po to, żeby ktoś to odnotował.
Z kabiny trudno też ocenić, co właściwie zasługuje na brawa. Miękkie, ledwo wyczuwalne przyziemienie wydaje się popisem umiejętności, a mocniejsze uderzenie kół o pas budzi nerwowe śmiechy. Piloci patrzą na to zupełnie inaczej. Mark Vanhoenacker, pilot boeinga 747, pisał, że na krótkim, mokrym lub zaśnieżonym pasie oraz przy silnym wietrze zdecydowane przyziemienie jest wręcz lepsze od delikatnego, i przypominał, że w dokumentacji 747 wprost zapisano, że gładkie przyziemienie nie jest kryterium bezpiecznego lądowania. Chodzi o to, żeby samolot usiadł dokładnie w wyznaczonej strefie i od razu zaczął skutecznie hamować, a próba "wymuskania" lądowania może sprawić, że maszyna wyląduje dalej, niż powinna, i zostanie jej mniej pasa na zatrzymanie.
Jest jeszcze kwestia momentu, bo lądowanie nie kończy się w chwili, gdy koła dotkną asfaltu. Argentyńska stewardesa, która opowiadała o tym w mediach społecznościowych, przypominała, że dopóki samolot się porusza, wciąż mogą wystąpić nieprzewidziane sytuacje, choćby problem z hamulcami albo oponą, dlatego pasy powinny zostać zapięte do pełnego zatrzymania. Czy potem klaskać, to już jej zdaniem sprawa osobistego wyboru.
Obciach czy miły gest?
Przeciwnicy oklasków mają swój koronny argument: nikt nie bije braw kierowcy autobusu na pętli ani maszyniście, gdy pociąg wjeżdża na stację, a samolot to dla nich po prostu kolejny środek transportu. Niektórzy dodają, że brawa po rutynowym lądowaniu brzmią trochę tak, jakby ktoś nie do końca wierzył, że pilot sobie poradzi. Zwolennicy odpowiadają, że trudno mieć pretensje do człowieka, który cieszy się, że dotarł na upragniony urlop albo za chwilę zobaczy rodzinę po roku rozłąki.
Thomas Farley, nowojorski specjalista od savoir-vivre'u znany jako Mister Manners, nie widzi w krótkich i spontanicznych oklaskach żadnego nietaktu, zwłaszcza u osób, które latają rzadko albo się boją. Zastrzega jedynie, żeby nie zamieniło się to w stadionową falę przez cały samolot. Tym, których brawa irytują, zostawia trzy wyjścia: dołączyć, uśmiechnąć się i przeczekać albo nie wyjmować słuchawek, dopóki samolot nie podjedzie pod terminal. Podobnie podchodzi do tego polski steward, który w rozmowie z Vice przyznał, że na początku klaskanie go śmieszyło, ale z czasem przestało mu przeszkadzać, bo jeśli ktoś chce w ten sposób podziękować za przyjemny lot, trudno mu to mieć za złe.
Bez względu na to, czy kabina zaklaszcze, czy rozlegnie się tylko szczęk rozpinanych pasów, właściwa część wyjazdu zaczyna się dopiero za drzwiami lotniska. W Rzymie, Neapolu czy Palermo, czyli w kraju, gdzie według załóg oklaski wciąż są na porządku dziennym, można od razu ruszyć na stare miasto i zwiedzać je we własnym tempie z audioprzewodnikiem Travio, słuchając historii mijanych zaułków i zabytków zamiast wczytywać się w tablice informacyjne.
Wspierasz mnie, korzystając z Travio
Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.