W ubiegły czwartek drony uderzyły w saudyjski rurociąg Wschód-Zachód, a dzień później Rijad ogłosił, że zamyka go "zapobiegawczo". Dla większości z nas ta nazwa niewiele znaczy. Tymczasem właśnie tą liczącą około 1200 kilometrów rurą Arabia Saudyjska tłoczyła ropę z pól na wschodzie kraju do portu Janbu nad Morzem Czerwonym. Omijała w ten sposób Cieśninę Ormuz, zablokowaną przez wojnę z Iranem. W praktyce był to jeden z ostatnich wentyli bezpieczeństwa światowego rynku ropy.
Rynek zareagował od razu. W poniedziałek baryłka Brent podrożała o ponad 3 procent, do około 108 dolarów, a amerykańska WTI do 103 dolarów. Analitycy Capital Economics szacują, że z rynku może wypaść nawet 4 procent światowych dostaw. Saudyjczycy nie podali, jak poważne są uszkodzenia ani kiedy wznowią przesył. Firma Kpler wyliczyła, że miesięczny przestój oznaczałby ubytek rzędu 120 milionów baryłek. Do tego Huti coraz mocniej kontrolują szlaki na Morzu Czerwonym, więc nerwowość traderów trudno uznać za przesadę.
Co na to Ryanair
Zbieg okoliczności jest wymowny. Tego samego dnia, 10 września, Michael O'Leary mówił na walnym zgromadzeniu w Dublinie o cenach biletów na zimę. W lipcu zapowiadał, że w sezonie od października do marca bilety potanieją o kilka procent. Teraz uznał, że bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym ceny zostaną mniej więcej na tym samym poziomie albo lekko wzrosną. Zastrzegł przy tym, że wiele zależy od tego, co będzie się działo z ropą przez najbliższe pięć, sześć miesięcy.
Do tego dochodzą cięcia. Ryanair zdejmuje z zimowego rozkładu około dwóch milionów miejsc. Obniżył też prognozę przewozów w roku obrotowym kończącym się w marcu 2027 z 216 do 214 milionów pasażerów. Mniej foteli przy podobnym popycie to prosty przepis na wyższe średnie ceny, nawet jeśli nikt nie ogłasza tego wprost.
Padła też obietnica ważna dla pasażerów: żadnych dopłat paliwowych. O'Leary powiedział, że jeśli ropa wyraźnie podrożeje, bilety pójdą w górę, ale osobnej opłaty za paliwo nie będzie. Ewentualna podwyżka schowa się więc w cenie biletu, a nie w dodatkowej pozycji przy rezerwacji.
Dlaczego tej zimy nie powinno być dramatu
Tu wchodzi temat, o którym rzadko się mówi przy okazji tanich lotów, czyli hedging. Linie lotnicze zabezpieczają ceny paliwa z dużym wyprzedzeniem. Ryanair ma w ten sposób zabezpieczone około 80 procent potrzeb do marca 2027 roku, po mniej więcej 67 dolarów za baryłkę. Przy obecnych notowaniach to ogromna poduszka. Na początku września przewoźnik ostrzegał, że długo utrzymujące się wysokie ceny ropy mogą zagrozić przetrwaniu części europejskiej konkurencji.
Wizz Air, z którego korzysta mnóstwo osób wylatujących z Polski, mówi podobnym, choć ostrożniejszym językiem. Węgierski przewoźnik spodziewa się, że linie najpierw zaczną ciąć siatkę połączeń, a dopiero potem sięgną po ceny. Według firmy cena Brent utrzymująca się na poziomie 90-100 dolarów lub wyżej będzie dla branży dodatkowym obciążeniem. Presja wzrośnie zwłaszcza wtedy, gdy zaczną wygasać dotychczasowe zabezpieczenia paliwowe. Jak mocno może to podbić ceny w 2027 roku, Wizz Air na razie nie przesądza.
Prawdziwe pytanie dotyczy przyszłego roku
To chyba najważniejszy wniosek z całej tej historii. Zimowe loty w dużej mierze korzystają jeszcze z paliwa zabezpieczonego po niskiej cenie. Na kolejny rok obrotowy Ryanair ma zabezpieczone tylko około 15 procent paliwa, i to już po 85 dolarów. Jeśli ropa zostanie w okolicach stu dolarów na dłużej, rachunek zacznie się zmieniać wiosną i latem 2027 roku. Czyli dokładnie wtedy, gdy większość z nas planuje wakacje.
Louis Knight z Third Bridge szacuje, że tanie linie mogą przerzucić na pasażerów około 40 procent wzrostu kosztów, a resztę muszą pokryć z marży. To tłumaczy, dlaczego prezesi wolą najpierw ciąć połączenia, niż od razu podnosić ceny.
Nie ma powodu do paniki ani do kupowania biletów na wszystko, co lata. Ale jeśli ktoś ma już w planach konkretny wyjazd na ferie, majówkę czy nawet lato, jesień może być rozsądnym momentem na polowanie. Promocje wciąż się pojawiają i warto je śledzić, choćby na TaniLocik.pl. Przy mniejszej liczbie miejsc najtańsze taryfy mogą znikać szybciej niż zwykle.
Jest też druga strona medalu. Skoro sam przelot może kosztować więcej, warto wycisnąć jak najwięcej z pobytu na miejscu. Na zwiedzaniu da się sporo zaoszczędzić, nie tracąc nic z przyjemności. Zamiast płacić za grupową wycieczkę, można chodzić po mieście we własnym tempie z audioprzewodnikiem Travio.pl. Działa w przeglądarce telefonu i sam podpowiada, co mamy akurat przed sobą.
Sytuacja zmienia się z dnia na dzień i sporo zależy od tego, jak szybko Saudyjczycy naprawią rurociąg. Tanie latanie raczej nie skończy się tej zimy, ale najbliższe miesiące pokażą, czy przyszłoroczne wakacje nie okażą się zauważalnie droższe.
Wspierasz mnie, korzystając z Travio
Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.