Fraport, operator największego niemieckiego portu lotniczego, potwierdził w środę śmierć drugiego pracownika. Pierwszy zmarł na początku lipca i przyczynę udało się ustalić dopiero po jego śmierci. Łącznie zakaziło się sześć osób, wszystkie zatrudnione na terenie lotniska. Cztery pozostałe leżą w szpitalu i według służb sanitarnych wracają do zdrowia.

Nie chodzi przy tym o łagodną odmianę choroby. Wszyscy zachorowali na malarię tropikalną, wywoływaną przez zarodźca sierpowatego, czyli najgroźniejszą z postaci malarii. Instytut Roberta Kocha, niemiecki odpowiednik naszego sanepidu, w swoim biuletynie epidemiologicznym podał, że objawy u pierwszych czterech osób pojawiły się między 4 a 6 lipca.

Żadna z tych osób nie wracała z tropików.

Bilet w jedną stronę dla komara

Niemieckie służby przyjęły najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie: do Frankfurtu przyleciał samolotem komar z rodzaju Anopheles, prawdopodobnie jeszcze w lipcu, i wyfrunął gdzieś na płycie lotniska. Zdążył ukąsić kilka osób, zanim zginął. Zjawisko ma nawet swoją nazwę w literaturze medycznej: malaria lotniskowa.

Brzmi jak ciekawostka z pogranicza absurdu, ale jest doskonale udokumentowane. Badanie obejmujące przypadki malarii lotniskowej i bagażowej w Europie w latach 1969-2024 naliczyło ich 145, z czego dziewięć w Niemczech. RKI podaje, że ostatnie takie ognisko w tym kraju wystąpiło w 2023 roku. Sam Frankfurt miał już podobny epizod w 2019 roku, kiedy zachorował mechanik obsługujący samoloty, ukąszony podczas nocnej zmiany.

Warto od razu uciąć jedną obawę. Malaria nie przenosi się z człowieka na człowieka, więc pasażerowie, którzy w lipcu przelatywali przez Frankfurt, nie mają się czym martwić. Ryzyko koncentruje się wokół płyty postojowej i terminali cargo, czyli tam, gdzie ludzie spędzają godziny na zewnątrz, obok świeżo przylecianych maszyn.

Dlaczego to zabija w kraju z jedną z najlepszych opiek zdrowotnych w Europie

Tu tkwi najbardziej niepokojący element tej historii. Malaria jest uleczalna, jeśli zostanie wykryta odpowiednio wcześnie, a większość pacjentów wraca do pełni zdrowia. Problemem jest samo rozpoznanie.

Lekarz, do którego trafia pacjent z gorączką, dreszczami i bólem głowy, standardowo pyta o podróże. Jeżeli pada odpowiedź "nie wyjeżdżałem", malaria spada na sam koniec listy podejrzeń albo znika z niej całkowicie. RKI wprost zwraca uwagę, że rzadkość choroby działa w tym przypadku przeciwko chorym: opóźnia diagnozę i zwiększa ryzyko ciężkiego przebiegu. Zarodziec sierpowaty potrafi doprowadzić do śpiączki i zgonu w ciągu kilku dni.

Fraport zmienił więc komunikację wewnętrzną. Pracownicy dostali polecenie, żeby przy każdym objawie przypominającym grypę iść do lekarza i wyraźnie zaznaczyć, że pracują na lotnisku. To jedno zdanie może przesunąć malarię z końca listy diagnostycznej na jej początek.

Samoloty się spryskuje. Przynajmniej niektóre

Międzynarodowe Przepisy Zdrowotne WHO przewidują procedurę zwaną dezynsekcją: opryskiwanie wnętrza samolotu środkiem owadobójczym przy lotach z rejonów, gdzie występują groźne owady. Australia i Nowa Zelandia robią to rutynowo. Europa stosuje to wybiórczo, zależnie od kierunku i decyzji poszczególnych państw.

Skuteczność też bywa różna. Przegląd badań opublikowany w tym roku wykazał, że tylko około jednej trzeciej analizowanych procedur na pokładach samolotów było zgodnych z wytycznymi WHO. Zabieg działa, ale jego realne wykonanie w warunkach napiętego rozkładu i dwudziestopięciominutowego postoju to zupełnie inna sprawa niż protokół na papierze.

Komary złapane teraz w pułapki rozstawione we Frankfurcie pojadą do Instytutu Medycyny Tropikalnej w Antwerpii. Badania genetyczne mają pokazać, skąd konkretnie przyleciały. To ustalenie ma znaczenie praktyczne, bo wskaże, które kierunki wymagają ostrzejszych procedur.

Frankfurt to dla nas głównie przesiadka

Dla polskich podróżnych Frankfurt jest przede wszystkim węzłem: przesiadka do Ameryki, Azji, Afryki. Terminal, kawa, brama, kolejny samolot. Tymczasem kilkugodzinna przerwa spokojnie wystarczy, żeby wsiąść w S-Bahn i po kwadransie znaleźć się w centrum miasta.

Zwiedzając Roemerberg, katedrę cesarską czy dom Goethego, dobrze mieć w uchu audioprzewodnik - na przykład ten z Travio.pl. Historia Frankfurtu jest znacznie bardziej pokręcona, niż sugeruje szklana panorama banków, a bez opowieści połowa tych miejsc wygląda po prostu jak stara zabudowa.

Co z tego wynika

Ta historia nie jest ostrzeżeniem przed lataniem. Sześć zakażeń przy blisko sześćdziesięciu milionach pasażerów rocznie to statystyka na granicy wykrywalności.

Jest za to przypomnieniem, że lotniska są węzłami nie tylko dla ludzi i towarów. Wraz z globalnym ociepleniem rośnie liczba miejsc, w których przywleczony komar mógłby przetrwać dłużej niż kilka dni. A ciężar tego ryzyka spada nie na pasażerów, tylko na ludzi, którzy pracują na płycie po nocy, przy otwartych lukach, tuż obok maszyn wracających z tropików.

🎧

Wspierasz mnie, korzystając z Travio

Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.

Wypróbuj →