Michael O'Leary rzadko przebiera w słowach, ale tym razem przeszedł samego siebie. W jednym z podcastów szef Ryanaira zapowiedział, że era promocyjnych biletów za grosze dobiega końca, i od razu wskazał, kto jego zdaniem za tym stoi: europosłowie, których nowe przepisy nazwał kolejną biurokratyczną bzdurą. Obrazek, który namalował, brzmi dramatycznie. Dziś najtańszy bilet Ryanaira potrafi kosztować niecałe dwadzieścia funtów. Za jakiś czas, gdy nowe regulacje wejdą w życie, ta sama oferta ma być reklamowana za blisko osiemdziesiąt funtów, czyli około czterystu złotych - z wielką adnotacją, że możesz odjąć od tego jakieś sześćdziesiąt funtów, jeśli nie zabierzesz drugiego bagażu podręcznego.

Zanim jednak schowamy portfele głębiej, warto zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi, bo diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Sednem sporu jest unijna reforma praw pasażerów i związane z nią zasady prezentowania cen. Nowe przepisy mają wymóc na liniach, żeby w bazowej taryfie sprzedawały bilet z dwiema sztukami bagażu podręcznego - małym przedmiotem osobistym oraz większą walizką kabinową, za którą dziś trzeba osobno dopłacać. W praktyce oznacza to, że przewoźnik nie będzie mógł już eksponować gołej, najniższej ceny, która nie obejmuje tej drugiej sztuki bagażu.

I tu leży cała różnica, którą O'Leary w swojej narracji chętnie zaciera. On nie mówi, że lot z Krakowa nad morze nagle zdrożeje czterokrotnie. Mówi, że linia będzie musiała reklamować wyższą cenę z wliczonym bagażem, choć - jak sam podkreśla - ponad połowa jego klientów i tak wybiera wariant najtańszy, bez dodatkowej walizki. Z jego punktu widzenia to zmuszanie linii do pokazywania droższych taryf i psucie ich konkurencyjności. Stąd te mocne słowa o Brukseli, która według niego z dnia na dzień sprawiła, że europejskie linie stały się jeszcze mniej atrakcyjne cenowo.

Tyle że na to samo można spojrzeć zupełnie inaczej, i tak właśnie patrzą unijni urzędnicy oraz organizacje konsumenckie. Dla nich to koniec pewnej sztuczki - kuszenia klienta ceną rzędu dziewiętnastu złotych, która po dołożeniu bagażu, wyboru miejsca i innych opłat rośnie na kasie do sumy, o jakiej na starcie nie było mowy. W tym ujęciu reforma nie tyle podnosi ceny, co zmusza do pokazania od razu tej prawdziwej, końcowej. Kto ma rację, zależy trochę od tego, po której stronie lady się stoi.

Bilety drożeją niezależnie od reformy

Problem w tym, że niezależnie od tego sporu bilety i tak drożeją, i to z zupełnie innych powodów. Sam Ryanair przyznawał, że w skali roku spodziewa się wzrostu średnich cen przekraczającego siedem procent, a część analityków idzie dalej i mówi o piętnastu, a nawet dwudziestu procentach w 2026 roku. W praktyce zamiast dwustu złotych za lot w obie strony można zapłacić czterdzieści, pięćdziesiąt więcej, a dla rodziny z dziećmi taka różnica robi się już odczuwalna. Do tego najtańsze pule biletów mają pojawiać się rzadziej i szybciej znikać, bo marża na pojedynczym pasażerze stopniała, a linia musi te pieniądze odrobić gdzie indziej - choćby na dopłatach.

Dlatego dopóki takie okazje jeszcze się trafiają, warto je po prostu łapać, zamiast czekać, aż same przyjdą - tu porównywarki lotów w rodzaju TaniLocik.pl potrafią oszczędzić sporo klikania i jeszcze więcej złotówek. A gdy już dolecimy tanio na drugi koniec Europy, cały zaoszczędzony budżet można przeznaczyć na samo miejsce - i tu mała podpowiedź: zwiedzając nieznane miasto, dobrze mieć w kieszeni audioprzewodnik w rodzaju Travio.pl, bo wyłapie z okolicy historie, obok których inaczej przeszlibyśmy obojętnie.

Czy to więc naprawdę koniec latania za grosze? Zależy, kogo zapytać. Jeśli wierzyć O'Leary'emu, wkrótce zobaczymy na ekranach wyraźnie wyższe kwoty, nawet jeśli realnie zapłacimy podobnie jak dziś. Jeśli natomiast wierzyć analitykom, ceny i tak pełzną w górę własnym tempem, bez względu na to, co uchwali Parlament Europejski. Jedno wydaje się pewne: złota dekada biletów tańszych niż taksówka na lotnisko powoli się domyka, a szef Ryanaira zdążył już sobie znaleźć winnego.

🎧

Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem

Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.

Wypróbuj →