Głosowanie, na które branża lotnicza i miliony podróżnych czekały ponad dekadę, właśnie zapadło w Strasburgu - i dotyczy każdego, kto choć raz w roku wsiada do samolotu. We wtorek 7 lipca Parlament Europejski przyjął reformę przepisów o prawach pasażerów: 646 głosów za, 12 przeciw, trzech wstrzymujących się. Brzmi jak nudna procedura, ale za tymi liczbami kryje się koniec sporu, który ciągnął się od 2013 roku.

Zanim jednak zaczniesz liczyć na rewolucję przy najbliższej odprawie - spokojnie. Przepisy muszą jeszcze formalnie zaklepać kraje członkowskie w Radzie UE, co ma się stać na początku sierpnia. Potem wejdą w życie dwadzieścia dni po publikacji w unijnym dzienniku, a linie i państwa dostaną rok na dostosowanie się. Innymi słowy: pełnię zmian odczujemy najwcześniej za kilkanaście miesięcy.

To, co dla większości z nas najważniejsze, akurat się nie zmienia - i dobrze. Prawo do odszkodowania zostaje. Jeśli samolot dotrze do celu z ponad trzygodzinnym opóźnieniem, zostanie odwołany na mniej niż czternaście dni przed wylotem albo linia odmówi ci wejścia na pokład, wciąż możesz sięgnąć po rekompensatę. Stawki też bez zmian: 250 euro na trasach do 1500 km, 400 euro na dłuższych lotach wewnątrz Unii i innych do 3500 km oraz 600 euro na najdłuższych rejsach.

Mniej biurokracji, gdy coś pójdzie nie tak

Największa różnica jest w tym, jak łatwo - albo jak trudno - było dotąd te pieniądze wywalczyć. Po zmianach przewoźnik będzie musiał sam, w ciągu 96 godzin od lądowania, wysłać ci elektroniczną informację, że odszkodowanie ci przysługuje i jak się o nie ubiegać. Na złożenie wniosku dostaniesz dziewięć miesięcy, a linia dostanie 30 dni na wypłatę albo na uzasadnioną odmowę - nie może już po prostu milczeć i liczyć, że odpuścisz. Jeśli zamiast przebukowania wybierzesz zwrot za bilet, ma on trafić na twoje konto automatycznie.

Nie wszystko poszło po myśli europosłów. Chcieli, żeby przewoźnik od razu podsyłał gotowy link do formularza albo częściowo wypełniony wniosek - na to linie się nie zgodziły. Trochę pracy wciąż zostanie po naszej stronie.

Bagaż podręczny w cenie i miejsce obok dziecka

Druga głośna zmiana dotyczy tego, co widzimy jeszcze przed zakupem. Cena pokazywana od początku rezerwacji ma już zawierać jeden przedmiot osobisty - niewielką torbę czy plecak, który zabierzesz na pokład. Tańsze taryfy bez bagażu nie znikają, ale przewoźnik musi jasno pokazać, ile podróż naprawdę kosztuje, zanim klikniesz "kupuję". Koniec z odkrywaniem prawdziwej ceny dopiero na trzecim ekranie.

Rodzice odetchną: dziecko poniżej czternastego roku życia ma mieć zagwarantowane miejsce obok opiekuna, bez dodatkowej opłaty za "wybór miejsca". Zniknąć mają też inne drobne, wkurzające haczyki - dopłaty za literówkę w nazwisku czy za wydrukowanie karty pokładowej po odprawie. Do tego dochodzi prawo do cyfrowej karty pokładowej bez zakładania konta i instalowania kolejnej aplikacji.

Reforma porządkuje wreszcie odwieczną kość niezgody: kiedy linia może umyć ręce i odszkodowania nie wypłacić. Powstał otwarty katalog "okoliczności nadzwyczajnych" - od katastrof naturalnych, przez wojnę i pogodę, po strajki obsługi naziemnej czy kontroli lotów. Co istotne, awarii technicznej samolotu na tej liście nie ma, więc przewoźnik nie zasłoni się nią tak łatwo jak dawniej.

Nie brakuje głosów krytycznych. Linie lotnicze, ustami organizacji IATA, przypominają, że rachunek za hojniejsze prawa i tak w końcu trafia do pasażera - w cenie biletu. To stary argument, ale warto mieć go z tyłu głowy, bo najbliższe miesiące pokażą, czy taryfy faktycznie drgną.

Jest w tym wszystkim pewna pociecha. Skoro dochodzenie swoich praw ma być prostsze, a informacja o kosztach uczciwsza, to więcej głowy zostaje na to, po co w ogóle lecimy - czyli na sam wyjazd. A kiedy już wylądujesz i ruszysz w miasto, warto mieć przy sobie audioprzewodnik z Travio.pl - zamiast wpatrywać się w telefon w poszukiwaniu, co to za kościół i dlaczego wszyscy robią mu zdjęcia, po prostu słuchasz opowieści i chłoniesz miejsce. Zwiedzanie z głosem w słuchawkach ma zupełnie inny rytm.

Na razie zmiany są na papierze, a diabeł, jak zwykle, siedzi we wdrożeniu. Ale kierunek jest jasny: mniej kruczków, więcej przejrzystości i trochę mniej nerwów, gdy tablica odlotów znów pokaże to nielubiane "Delayed". Następnym razem, gdy twój lot się spóźni, możesz być w odrobinę lepszej sytuacji niż dziś.

🎧

Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem

Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.

Wypróbuj →