Kiedy wybieram miejsce przed lotem, myślę zwykle o tym samym co większość ludzi: okno czy przejście, czy zmieszczę nogi, jak daleko do toalety. O jednej rzeczy nie myślę prawie nigdy, a jeśli już, to gdzieś w środku turbulencji, kiedy kawa podskakuje na stoliku i przez głowę przelatuje pytanie, którego wolałbym sobie nie zadawać. Czy to, gdzie siedzę, ma jakiekolwiek znaczenie, gdyby coś naprawdę poszło nie tak?
Okazuje się, że badacze potraktowali to pytanie całkiem serio i przekopali dane z dziesiątek katastrof. Odpowiedź jest ciekawsza, niż się spodziewałem, i mniej jednoznaczna, niż sugerowałyby nagłówki.
Co mówią liczby
Najczęściej cytowana analiza pochodzi od magazynu TIME, który przejrzał bazę wypadków amerykańskiej FAA i wyłowił z niej 17 katastrof z zachowanymi planami rozmieszczenia pasażerów, takich, w których byli i ocaleni, i ofiary. Po rozłożeniu tego na fotele wyszło coś, co trochę przeczy intuicji: w tylnej jednej trzeciej samolotu śmiertelność wyniosła 32 procent, w środkowej 39, a w przedniej 38. Najlepiej wypadły środkowe miejsca z tyłu, 28 procent. Najgorzej te przy przejściu w środkowej części kabiny, gdzie nie przeżyło 44 procent pasażerów. Do podobnych wniosków doszło Popular Mechanics, analizując raporty amerykańskiej NTSB: z tyłu szansa na przeżycie wyniosła 69 procent, z przodu, bliżej klasy biznes, 49.
Logika za tym stojąca jest ponura, ale prosta. Samolot najczęściej uderza w ziemię przodem, więc to tam energia zderzenia jest największa, a ogon zostaje względnie nienaruszony. Widać to było boleśnie w dwóch katastrofach z końca 2024 roku. Po trafieniu Embraera Azerbaijan Airlines maszyna rozpadła się na dwie części, a wszystkich 29 ocalałych siedziało z tyłu. Kilka dni później, w katastrofie Jeju Air, przeżyły tylko dwie osoby, członkowie załogi na tylnych fotelach.
Dlaczego to nie takie proste
Bo gdyby wszystko było takie oczywiste, wystarczyłoby rezerwować ostatni rząd i spać spokojnie. Sami eksperci studzą jednak zapał. Profesor Ed Galea z University of Greenwich, który latami zajmował się ewakuacją z samolotów, mówi wprost, że nie ma czegoś takiego jak magiczne najbezpieczniejsze miejsce. Wszystko zależy od tego, jak wygląda konkretny wypadek. Historia zna zresztą przypadki odwrotne, w katastrofie lotu United 232 w Sioux City w 1989 roku przeżyły 184 z 269 osób na pokładzie, a wielu ocalałych siedziało z przodu. Liczy się kąt uderzenia, prędkość, to, czy wybuchnie pożar i czy maszyna spadnie na ziemię, czy na wodę. Sporo w tym też zwykłego pecha albo szczęścia.
To, co naprawdę robi różnicę
Galea, zamiast szukać jednego złotego fotela, zwrócił uwagę na coś innego. Przeanalizował zachowanie blisko dwóch tysięcy pasażerów z ponad stu wypadków i odkrył, że kluczowa jest odległość od wyjścia awaryjnego. Kto siedział w promieniu pięciu rzędów od wyjścia, miał wyraźnie większe szanse, żeby się wydostać, niezależnie od tego, czy było to z przodu, czy z tyłu. Powyżej tej granicy szanse zaczynały spadać. Ma to sens, kiedy uświadomimy sobie, jak mało jest czasu: współczesne samoloty muszą przejść certyfikację udowadniającą, że da się je opuścić w 90 sekund, i tyle mniej więcej trwa okno, zanim ewentualny pożar albo dym odetnie drogę. Dlatego, jak zauważa Galea, fotele przy przejściu dają lekką przewagę nad środkowymi i tymi przy oknie, po prostu masz mniej osób do ominięcia. Warto dorzucić jeszcze jedno: większość wypadków zdarza się w dwóch krótkich oknach, w ciągu trzech minut od startu i ośmiu minut przed lądowaniem. To właśnie wtedy lepiej odpuścić sobie drzemkę i słuchawki.
Zanim jednak ktokolwiek zacznie planować podróże wyłącznie ostatnim rzędem, jedna liczba dla równowagi. Według danych IATA z 2023 roku, żeby statystycznie trafić na katastrofę ze skutkiem śmiertelnym, trzeba by wsiadać do samolotu codziennie przez ponad sto tysięcy lat. Latanie pozostaje najbezpieczniejszym sposobem podróżowania, jaki wymyślił człowiek, bezpieczniejszym niż droga na lotnisko własnym autem.
Dlatego kiedy poluję na tanie bilety, na przykład przez TaniLocik.pl, gdzie łatwo porównać ceny i przy okazji od razu wybrać miejsce, kwestia bezpieczniejszego fotela ląduje gdzieś na końcu listy. Bardziej niż numer rzędu liczy się coś banalnego: żeby faktycznie posłuchać instrukcji przed startem, policzyć rzędy do najbliższego wyjścia i nie lecieć w klapkach oraz luźnych ciuchach, które mogą o coś zaczepić. Eksperci radzą raczej dopasowane ubranie, długie nogawki i porządne buty. A jeśli już mowa o przygotowaniu, zamiast nakręcać się scenariuszami rodem z filmu katastroficznego, lepiej spożytkować czas na to, co czeka na miejscu. Sam przed wylotem lubię przejść audioprzewodnik po celu podróży, choćby na Travio.pl, wtedy głowa jest zajęta miastem, do którego lecę, a nie statystyką zderzeń.
Więc gdzie usiąść? Jeśli mam być szczery, wybieram tak jak wcześniej, tam, gdzie wygodniej. Z tyłu odrobinę statystyki grają na moją korzyść, blisko wyjścia jeszcze bardziej, ale największą różnicę i tak robi to, czy w tych kilku kluczowych minutach jestem uważny. Reszta to matematyka na tyle korzystna, że naprawdę nie warto się nią zadręczać na pokładzie.
Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem
Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.