Bahamy szykowały się do świętowania. 10 lipca wyspiarskie państwo obchodziło 53. rocznicę odzyskania niepodległości, a ulice Nassau wypełniały koncerty, parady i tłumy w narodowych barwach. Kilka godzin później ten sam dzień zapisał się w historii kraju jako jeden z najbardziej tragicznych.
Po południu mała Cessna 402 należąca do lokalnych linii Flamingo Air wystartowała z międzynarodowego lotniska Lynden Pindling w Nassau i wzięła kurs na San Andros, na pobliskiej wyspie North Andros. Do celu było kilkanaście minut lotu. Maszyna nigdy tam nie dotarła - rozbiła się w zalesionym terenie tuż przed lądowaniem. Gdy na miejsce dotarli policjanci, wrak stał już w płomieniach.
Dziesięć osób i przerwana cisza nad wyspą
Na pokładzie było dziesięć osób i nikt nie przeżył. Początkowo pojawiły się informacje, że jedna osoba trafiła do szpitala żywa, jednak premier Bahamów Philip Davis potwierdził później, że i ona zmarła w wyniku odniesionych obrażeń. Wśród ofiar było dziewięciu mężczyzn i jedna kobieta.
Choć oficjalnej listy nazwisk nie ujawniono od razu, bardzo szybko okazało się, że tragedia uderzyła prosto w serce lokalnej sceny muzycznej. Bahamski związek muzyków i artystów estradowych przekazał, że na pokładzie znajdowali się członkowie popularnego zespołu The Pond Band oraz znany didżej. Dla wielu mieszkańców nie były to anonimowe nazwiska z komunikatu, lecz twarze, które przez lata rozgrzewały sceny podczas świąt i festiwali.
Uroczystości z okazji Dnia Niepodległości zamieniły się w żałobę. Zaplanowany na wieczór koncert w Clifford Park w Nassau przekształcono w nabożeństwo w intencji ofiar. "Zbieramy się pod chmurą wielkiego smutku" - mówił premier, kierując słowa współczucia do rodzin.
To nie był pierwszy incydent tego dnia
Najbardziej niepokojący jest jednak inny wątek. Katastrofa pod North Andros nie była jedynym zdarzeniem z udziałem samolotu Flamingo Air w ciągu tych samych kilkunastu godzin. Wcześniej tego samego piątku inna maszyna przewoźnika leciała w stronę wyspy Mayaguana, gdy pilot zgłosił problem i zawrócił do Nassau. Samolot wylądował bezpiecznie, pasażerowie zdążyli go opuścić - a chwilę później stanął w ogniu na płycie lotniska.
Dwa poważne zdarzenia jednego dnia, u jednego przewoźnika, to dla władz sygnał, którego nie dało się zignorować.
Cały przewoźnik z zakazem lotów
Ministerstwo odpowiedzialne za lotnictwo, kierowane przez minister JoBeth Coleby-Davis, zdecydowało o tymczasowym zawieszeniu certyfikatu operatora lotniczego Flamingo Air. W praktyce linia z dnia na dzień straciła prawo do wykonywania jakichkolwiek rejsów. Urzędnicy podkreślają, że to decyzja zapobiegawcza, obowiązująca do czasu wyjaśnienia obu incydentów, a nie przesądzenie o winie przewoźnika.
Przyczyny katastrofy bada bahamska Agencja ds. Badania Wypadków Lotniczych. Na tym etapie śledczy nie wskazują, co doprowadziło do rozbicia się cessny - ustalenie tego może potrwać miesiące. Tego typu niewielkie samoloty śmigłowe są na Bahamach codziennością: to nimi mieszkańcy i turyści przeskakują między setkami rozsianych po archipelagu wysepek, do których często nie sposób dotrzeć inaczej niż drogą powietrzną lub morską.
W pamięci Bahamczyków wciąż żywa jest inna lotnicza tragedia. W 2014 roku mały samolot rozbił się w pobliżu Grand Bahama; zginęło wtedy dziewięć osób, w tym znany kaznodzieja Myles Munroe. Tamten wypadek również wydarzył się, gdy na wyspie gromadzili się ludzie na dużym wydarzeniu.
Śledztwo dopiero się rozpoczyna, a wyspiarskie państwo pogrąża się w żałobie w dniu, który miał być świętem. Rodzinom i bliskim ofiar składamy wyrazy współczucia.
Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem
Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.