Co kilkanaście miesięcy w sieci pojawia się ten sam obrazek: rzędy wąskich siodełek zamiast foteli, pasażerowie oparci półstojąco, a pod spodem obietnica biletu za kilka euro. Zwykle towarzyszy temu nazwa konkretnej taniej linii i konkretny rok, w którym rzecz ma ruszyć. Ostatnio tym rokiem bywa 2026, wcześniej padał 2018, jeszcze wcześniej 2012. Pomysł jest na tyle chwytliwy, że wraca jak bumerang, choć żaden pasażer nigdy nie kupił takiego biletu.

Czym właściwie jest Skyrider

Chodzi o projekt o nazwie Skyrider, który od lat pokazuje na branżowych targach włoska firma Aviointeriors. To nie jest zwykły fotel. Wygląda raczej jak rowerowe siodełko ustawione niemal pionowo, z podpórką pod plecy, pasami stabilizującymi i pionowymi słupkami łączącymi każdy rząd z sufitem kabiny. Pasażer nie stoi w dosłownym sensie, tylko opiera się o wąskie oparcie w pozycji między siedzeniem a staniem. Producent od początku pozycjonuje to rozwiązanie wyłącznie na krótkie trasy, mniej więcej do dwóch, trzech godzin lotu.

Cała idea sprowadza się do jednej liczby: gęstości. Dzięki takim siodełkom przewoźnik zmieściłby w kabinie do około dwudziestu procent więcej osób. Rozstaw między rzędami spadłby do mniej więcej 58 centymetrów, czyli około 23 cali. Dla porównania, najciaśniejsze klasy ekonomiczne, jakie dziś realnie latają, mają około 28 cali, a typowy fotel to jakieś 31 cali. Mówimy więc o odjęciu pięciu do ośmiu cali od i tak już ciasnego siedzenia. W zamian konstrukcja jest lekka, o mniej więcej połowę lżejsza od klasycznego fotela ekonomicznego, ma mniej ruchomych części i teoretycznie jest tańsza w utrzymaniu. To wszystko przekłada się na argument, który brzmi kusząco na papierze: więcej sprzedanych miejsc to niższa cena za jedno z nich.

Skąd bierze się ta sensacja

Skąd zatem bierze się ta sensacja, skoro nic nie lata? Trop prowadzi w dwie strony. Po pierwsze, do Michaela O'Leary'ego, szefa Ryanaira, który już około 2010 roku rzucał w wywiadach pomysł miejsc stojących czy "barowych stołków" jako sposób na ekstremalnie tanie latanie. Ten sam człowiek proponował kiedyś płatne toalety na pokładzie i dopłatę dla najcięższych pasażerów. Były to raczej prowokacje i zagrania pod publiczność niż realne plany, ale zapadły w pamięć na tyle, że wracają przy każdej kolejnej fali plotek. Po drugie, do mediów społecznościowych, gdzie viralowe posty regularnie przedstawiają stary render Skyridera jako zdjęcie gotowego produktu z datą wdrożenia. Sama Aviointeriors studziła te doniesienia, tłumacząc, że Skyrider to koncepcyjny prototyp z 2012 roku i nie należy do oficjalnej oferty firmy. Ryanair również zaprzeczył, by planował montaż takich siedzeń.

Dlaczego to wciąż nie lata

Najważniejsze jednak dzieje się tam, gdzie kończą się nagłówki, a zaczyna urząd. Żaden regulator, ani europejska EASA, ani amerykańska FAA, nie dopuścił do przewozu pasażerów fotela w układzie pionowym czy półstojącym. Skyrider nie został nawet zgłoszony do pełnej procedury certyfikacji. A ta procedura to nie formalność. Każdy układ kabiny musi przejść próbę ewakuacji w 90 sekund, i to przy założeniu, że połowa wyjść jest zablokowana. Fotele muszą wytrzymać obciążenia rzędu 16 g przy awaryjnym lądowaniu. Gęstsza kabina z pasażerami w pozycji półstojącej sprawia, że udowodnienie obu tych rzeczy staje się trudniejsze, a ciężar dowodu spoczywa na producencie. Do tego dochodzi kwestia, której nie rozwiąże żaden test: komfort i wizerunek. Linie już teraz zbierają cięgi za kurczący się rozstaw nóg, a przewoźnik, który jako pierwszy każe ludziom "stać" przez trzy godziny, sam pakuje się w problem z reputacją.

Dlatego Skyrider od kilkunastu lat żyje na targach, a nie na pokładzie. Wystarczająco efektowny, żeby go sfotografować, i wystarczająco daleki od gotowości, żeby na niego wsiąść. To dobra lekcja ostrożności wobec nagłówków, które podają konkretną linię i konkretny rok jako fakt. Wersja prawdziwa jest nudniejsza, ale trwalsza: to wciąż koncept, i konceptem pozostaje.

Co z tego dla podróżnika

Co to oznacza dla kogoś, kto po prostu chce polecieć tanio? Tyle, że oszczędności trzeba szukać gdzie indziej niż w mitycznym siodełku za pięć euro. Realnie na cenie biletu decyduje to, jak pakujesz bagaż podręczny, kiedy rezerwujesz i czy potrafisz wyłapać okazję, zanim zniknie. Pod tym względem znacznie więcej daje spokojne porównanie połączeń i cen na TaniLocik.pl niż czekanie na rewolucję, która nie nadchodzi.

A kiedy już dolecisz i ruszysz zwiedzać nowe miasto, o wygodę warto zadbać na miejscu, nie w powietrzu. Zamiast płacić za sztywną wycieczkę z przewodnikiem trzymającym parasolkę nad głową, można chodzić własnym tempem z audioprzewodnikiem w telefonie, na przykład od Travio.pl, i zatrzymywać się dokładnie tam, gdzie coś Cię naprawdę zaciekawi. To akurat wygoda, na którą nie trzeba czekać do 2026 roku ani żadnego innego.

🎧

Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem

Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.

Wypróbuj →