Każdy, kto przesiedział kiedyś kilkanaście godzin na fotelu w klasie ekonomicznej, zna to marzenie: móc się w końcu położyć. Nie odchylić oparcie o parę centymetrów, tylko naprawdę wyciągnąć nogi i zasnąć poziomo. Do tej pory kończyło się na dopłacie do biznesu, która potrafi być wielokrotnością ceny biletu. Air New Zealand właśnie postanowił rozbić ten monopol i jako pierwsza linia na świecie sprzedaje pasażerom ekonomicznym prawdziwe łóżko - obok normalnego fotela, nie zamiast niego.
Usługa nazywa się Economy Skynest i na pokładzie wygląda mniej więcej tak, jak podpowiada polska intuicja: to sześć kapsuł do spania, ułożonych w dwóch słupkach po trzy, jeden nad drugim. Skojarzenie z kolejową kuszetką ciśnie się samo, choć komfort ma być wyraźnie wyższy. Kapsuły zamontowano między kabiną ekonomiczną a premium economy w wybranych Boeingach 787-9, a wchodzi się do nich po drabince, zasłaniając wejście kotarą. Każde miejsce ma nieco ponad dwa metry długości i zwęża się ku stopom - przy barkach jest najszersze, mniej więcej na sześćdziesiąt kilka centymetrów. W środku czeka pełnowymiarowy materac, świeża pościel, indywidualne światło i wentylacja, ładowarka oraz zestaw drobiazgów nazwany przez linię Nestcessities: opaska na oczy, zatyczki do uszu, skarpetki i kosmetyki.
Brzmi jak koniec cierpień na długich trasach, ale zanim ktokolwiek rozmarzy się na dobre, trzeba dopowiedzieć resztę. Łóżka nie da się wykupić na cały lot. Kupuje się jedną, czterogodzinną sesję - i tylko jedną na osobę podczas rejsu. Do tego na początek przewoźnik oferuje dwie sesje na lot, więc z całej maszyny skorzysta z tego najwyżej dwanaścioro pasażerów. Reszta i tak spędzi noc na fotelu. Obowiązują też swoje zasady: do kapsuły można wziąć wyłącznie wodę, bez przekąsek, o zbliżającej się porze snu informuje ekran pokładowy, a całość jest dostępna od piętnastego roku życia.
No i cena. Za jedną sesję Air New Zealand liczy od 495 dolarów nowozelandzkich, czyli około 1100 złotych - doliczane do biletu, nie zamiast niego. Wychodzi mniej więcej stówka za każdą godzinę leżenia. Jest przy tym pewien haczyk z walutą: kupując tę samą usługę z amerykańskiej strony, na rejsie startującym z Nowego Jorku, bywa ona liczona w dolarach amerykańskich i potrafi wyjść nawet dwa razy drożej. Ale nawet w tej wyższej wersji to wciąż ułamek tego, co kosztuje pełny lie-flat w klasie biznes.
Na razie kuszetki polecą tylko na jednej z najdłuższych tras świata, między Auckland a Nowym Jorkiem, gdzie rejs ciągnie się kilkanaście godzin i cztery godziny poziomo faktycznie robią różnicę. Pierwszy lot z Economy Skynest zaplanowano na sam koniec grudnia. Jeśli pomysł chwyci, linia nie wyklucza wstawienia kapsuł do kolejnych Dreamlinerów - choć swoich boeingów 777 akurat przerabiać nie zamierza.
Skąd wziął się pomysł na łóżka w ekonomicznej
Cały ten wynalazek nie wziął się znikąd. Air New Zealand ma już na koncie Skycouch, czyli rząd ekonomicznych foteli, który da się rozłożyć w płaską leżankę (pomysł spodobał się na tyle, że licencję kupił amerykański United). Nad Skynest linia pracowała ponad sześć lat i testowała go na dwustu z górą pasażerach. Szef przewoźnika Nikhil Ravishankar tłumaczy to prosto: Nowa Zelandia leży na końcu świata, a jej turystyka stoi i upada na tym, czy ludziom chce się spędzić kilkanaście godzin w powietrzu, żeby tam dotrzeć. Wygodniejsza podróż to po prostu więcej chętnych.
I tu dochodzimy do sedna, które każdy rozstrzygnie sam. Cztery godziny w pozycji poziomej po kilkunastogodzinnym locie potrafią zadecydować o tym, czy po wylądowaniu człowiek wtacza się do hotelu i traci pierwszy dzień, czy od razu rusza zwiedzać. A skoro już przy zwiedzaniu jesteśmy - w obcym mieście, na którego poznanie mamy tylko chwilę, dobrze mieć w telefonie audioprzewodnik w rodzaju Travio.pl, bo zamienia przypadkowy spacer w opowieść i wyciąga z okolicy rzeczy, których sami byśmy nie znaleźli. Czy dopłata rzędu tysiąca złotych za pół nocy snu to hit, czy kit? Dla kogoś, kto następnego ranka ma zejść z pokładu i od razu działać, rachunek może się spiąć. Ktoś inny słusznie zauważy, że pełnej nocy i tak się nie prześpi, a jak już naprawdę chce się położyć na całe osiem godzin, to od tego jest klasa biznes.
Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem
Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.