W greckiej branży turystycznej krąży w tym roku zdanie, które jeszcze dekadę temu brzmiałoby jak żart: wrzesień staje się drugim sierpniem. Brzmi przesadnie, ale liczby z lotnisk trudno zbyć wzruszeniem ramion.

Według Airdata Trackera prowadzonego przez INSETE, opartego na danych OAG i zaktualizowanego 31 sierpnia, na cały sezon letni 2026 linie zaplanowały do Grecji 30 646 057 miejsc na przylotach międzynarodowych. To o 7,5 procent więcej niż rok wcześniej. Na sam wrzesień przypada 4 806 887 miejsc, czyli o 5,9 procent więcej niż w 2025. Ale prawdziwa zmiana widoczna jest dopiero w październiku: 3 591 690 miejsc i skok o 18,3 procent.

Razem daje to około 8,4 miliona miejsc na dwa pierwsze miesiące jesieni. Wrzesień odpowiada za 15,7 procent całej pojemności sezonu, październik za 11,7 procent. Mówiąc inaczej - ponad jedna czwarta lotniczego ruchu do Grecji przypada dziś na miesiące, które kiedyś uchodziły za końcówkę wakacji.

Kreta jako miniatura całego zjawiska

Najlepiej widać to na Krecie. Sierpień na lotnisku w Heraklionie zaczął się od rekordu, którego wcześniej nie było: 1 sierpnia odprawiono tam 68 818 pasażerów, a dzień później padł kolejny rekord - 406 operacji lotniczych w dobę. Do 23 sierpnia lotnisko obsłużyło od początku roku 6,81 miliona podróżnych, o 4,6 procent więcej niż rok wcześniej. Sam lipiec zamknął się liczbą 1 750 263 pasażerów wobec 1 693 791 w 2025 roku.

W Chanii zaplanowano na wrzesień 207 978 międzynarodowych miejsc lotniczych, a na październik jeszcze 138 184. Łącznie ponad 346 tysięcy na dwa miesiące, o których przewodniki wciąż piszą jako o "posezonie".

W skali kraju wrzesień odpowiada mniej więcej 84 procentom sierpniowej pojemności lotniczej. Osiemdziesiąt cztery procent. To już nie jest schodzenie ze szczytu, to raczej płaskowyż.

Polska w pierwszej czwórce

Ciekawostka, o której w polskich mediach mówi się rzadko: na lotnisku w Heraklionie Polska jest dziś czwartym rynkiem. Według danych przedstawionych przez szefa portu Jakowosa Uranosa Niemcy odpowiadają za 780 809 przylotów, Wielka Brytania za 483 998, Francja za 310 171, a Polska za 169 434 - więcej niż Holandia (149 953), Izrael (137 792) czy Włochy (131 912).

Grecy zwracają uwagę, że wzrost rynków Europy Środkowej zmienia im sezon również dlatego, że ci turyści częściej podróżują poza sztywnymi terminami wakacji szkolnych.

Powody, dla których wrzesień rośnie, są zresztą dość przyziemne. Woda jest ciepła, ryzyko załamania pogody mniejsze niż w konkurencyjnych kierunkach, a ceny po szczycie sezonu wyraźnie schodzą w dół. Zmienia się też profil podróżnego: ubywa rodzin z dziećmi w wieku szkolnym, przybywa par, osób starszych i tych, którzy po prostu mogą wziąć urlop wtedy, kiedy chcą. Jeśli ktoś planuje taki wypad w ostatniej chwili, warto porównać ceny lotów choćby na TaniLocik.pl - bo wolnych miejsc w tym roku nie brakuje.

I to jest właśnie moment, w którym obraz przestaje być tak różowy.

Liczba, o której greckie portale piszą ostrożnie

Na koniec sierpnia rezerwacje miejsc lotniczych do Grecji były niższe we wszystkich kluczowych rynkach. I to nie o kilka procent. Największy spadek zanotowała Holandia - 35,4 procent, tuż za nią Włochy z 35,2 procent. Niemcy, największy rynek dla Krety, minus 34,9 procent. Wielka Brytania minus 22,1 procent, Stany Zjednoczone minus 20,1, Francja minus 13,6.

Rozjazd między rosnącą liczbą oferowanych foteli a kurczącymi się rezerwacjami to dziś główny powód do niepokoju w greckiej branży. Może oznaczać po prostu przesunięcie popytu w stronę rezerwacji last minute - Europejczycy coraz częściej decydują się w ostatniej chwili. Ale może też oznaczać, że więcej miejsc w samolotach wcale nie przełoży się na więcej ludzi na plażach.

Sama podaż zresztą już się kurczy. W tygodniu od 31 sierpnia do 6 września zaplanowano 1 206 973 miejsca, o 5,6 procent mniej niż tydzień wcześniej. Od 7 do 13 września - 1 147 727. Od 14 do 20 września - 1 115 043.

Pełne samoloty to nie to samo co pełne kasy

Jest jeszcze jeden wątek, który przewija się w greckich analizach i którego nie widać w statystykach lotniczych. Część europejskich turystów przyjeżdża, ale wydaje ostrożniej, bo koszty życia w ich krajach też poszły w górę. Powstaje więc paradoks: samoloty pełne, hotele pełne, a obroty restauracji, sklepów i lokalnych usług niekoniecznie rosną w tym samym tempie.

Ateny mają w tym roku swój własny rekord - w sierpniu lotnisko imienia Eleftheriosa Venizelosa po raz pierwszy w historii przekroczyło 4 miliony pasażerów w jednym miesiącu, przy wzroście ruchu o 3,7 procent i 32 799 wykonanych lotach. Na Dodekanezie w siedmiu miesiącach odnotowano 1,7 miliona przylotów, o 3,7 procent więcej niż rok wcześniej.

Dla podróżującego wniosek jest jednak całkiem praktyczny. Grecki sezon rozciągnął się realnie do połowy listopada, a wrzesień i październik to dziś pełnoprawna wysoka pora roku - tyle że z mniejszym tłokiem i niższymi cenami. To także znacznie lepszy moment na zwiedzanie niż lipcowe południe: gdy zwiedza się Knossos, Akropol czy stare miasto w Rodos przy 25 stopniach zamiast 38, warto mieć w uchu audioprzewodnik, na przykład z Travio.pl, zamiast czytać tabliczki w pełnym słońcu.

Grecy postawili na dłuższy sezon i pod względem lotniczym im się to udało. Czy udało się też po stronie popytu, okaże się dopiero w statystykach za wrzesień.

🎧

Wspierasz mnie, korzystając z Travio

Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.

Wypróbuj →