Kiedy kolejne europejskie kurorty każą turystom płacić za sam nocleg, Wyspy Kanaryjskie postanowiły zrobić coś zupełnie odwrotnego.
Barcelona podnosi opłatę klimatyczną, Baleary mają swój ecotax, a lista miast doliczających kilka euro do każdej doby robi się coraz dłuższa. Na tym tle archipelag u wybrzeży Afryki idzie pod prąd. Zamiast wprowadzać obowiązkową daninę, Kanary uruchomiły fundusz, do którego turysta dorzuca się tylko wtedy, gdy sam ma na to ochotę.
Nazwali to RegNext - w rozwinięciu Fundusz Regeneracji Turystyki i Odbudowy Przyrody Wysp Kanaryjskich. Pomysł jest prosty: część pieniędzy, które i tak zostawiamy na wyspach, może trafić bezpośrednio na ochronę tutejszej natury i wsparcie lokalnych społeczności - ale to my decydujemy, czy wpłacić i ile. Cały system ma być dobrowolny, przejrzysty i policzalny, żeby dało się sprawdzić, na co dokładnie poszły środki. Projekt ruszył przy wsparciu hiszpańskiego biura turystycznego w Wielkiej Brytanii i obejmie wszystkie siedem wysp: Teneryfę, Gran Canarię, Lanzarote, Fuerteventurę, La Palmę, La Gomerę i El Hierro.
Skąd w ogóle ten pomysł? W 2025 roku Kanary odwiedziło 18,4 miliona osób, które zostawały średnio po dziewięć dni. Dla wysp o ograniczonej przestrzeni i wrażliwej przyrodzie to gigantyczne obciążenie. Turystyka daje tu pracę ponad 280 tysiącom ludzi i napędza gospodarkę, ale mieszkańcy coraz głośniej mówią, że sami niewiele z tego bogactwa odczuwają. Stąd pomysł, żeby skierować część turystycznych pieniędzy tam, gdzie realnie widać skutki: odbudowa siedlisk, ratowanie gatunków, mniej emisji, "zielone" miejsca pracy.
Na pierwszy ogień pójdzie pięć pilotażowych projektów - po jednym na wyspach najmocniej obleganych przez turystów i jeden wspólny, o charakterze społecznym, dla całego archipelagu. Efekty mają być rozliczane z konkretów, a nie z ładnych deklaracji. Do inicjatywy dołączyli już branżowi giganci: easyJet holidays, TUI, Jet2 czy Expedia, a całość firmowała swoim podpisem także agenda ONZ do spraw turystyki.
Dlaczego nie zwykły podatek
Można zapytać: skoro i tak trzeba ratować przyrodę, czemu po prostu nie wprowadzić opłaty jak w Barcelonie? Tam turysta płaci od 6 do nawet 12 euro za noc, a władze miasta chcą dodatkowo potroić opłatę dla pasażerów wycieczkowców, do 30 euro dziennie. Na Kanarach jest inaczej, bo lokalny rząd od dawna kręci nosem na obowiązkową daninę. Argument jest taki, że podatku od noclegów nie dałoby się nałożyć wyłącznie na przyjezdnych - w praktyce uderzyłby też w samych wyspiarzy, a to według władz byłoby po prostu niesprawiedliwe.
Warto przy tym wiedzieć, że "zero podatku" to lekki skrót myślowy. Na Gran Canarii gmina Mogán, znana z bajkowego Puerto de Mogán, już jakiś czas temu wprowadziła własną, symboliczną opłatę - 15 eurocentów za dobę. Reszta archipelagu na razie żadnej takiej opłaty nie pobiera, a RegNext ma być właśnie alternatywą dla obowiązkowego podatku, a nie jego zapowiedzią.
I tu drobna, praktyczna dygresja, skoro mowa o kanaryjskiej przyrodzie. To właśnie ona jest tu największą atrakcją - księżycowe pola lawy na Lanzarote, szlaki wokół wulkanu Teide czy stare uliczki La Laguny. Kiedy już łazisz po takich miejscach, dobrze mieć w uchu kogoś, kto opowie, na co właściwie patrzysz. Sam w takich sytuacjach włączam audioprzewodnik z Travio.pl - słucham historii i ciekawostek we własnym tempie, bez pędzenia za grupą z chorągiewką. Na wyspach, gdzie połowa magii kryje się w geologii i legendach, robi to sporą różnicę.
Czy to w ogóle zadziała
Największy znak zapytania wisi nad słowem "dobrowolny". Skoro nikt nie każe płacić, to ilu turystów faktycznie dorzuci się z własnej woli? Krytycy takiego rozwiązania - w tym część kanaryjskiej opozycji - od dawna przekonują, że dopiero realny, obowiązkowy podatek pozwoliłby sprawiedliwie podzielić zyski z turystyki i zebrać poważne pieniądze na ochronę wysp. Zwolennicy odbijają piłeczkę: przymus zniechęca, a dobra wola potrafi zdziałać więcej, niż się wydaje - pod warunkiem, że ludzie widzą, na co idą ich pieniądze.
Dla nas, Polaków, którzy tłumnie uciekają na Kanary przed zimą, praktyczny wniosek jest prosty. Na razie nie ma co szykować portfela na dodatkową opłatę doliczaną do każdej doby (poza wspomnianym Mogán). Jest za to nowa możliwość: jeśli wyspy dały ci kawałek słońca w środku szarego stycznia, możesz świadomie oddać im coś w zamian. Czy Kanary udowodnią, że da się finansować ochronę przyrody bez przymusu - przekonamy się pewnie już po tym sezonie.
Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem
Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.