W nocy z niedzieli na poniedziałek Etna przypomniała o sobie w sposób, którego nie dało się zignorować. Najwyższy czynny wulkan Europy, górujący nad wschodnią Sycylią, zaczął wyrzucać w powietrze fontanny lawy i gęstą chmurę popiołu. Widok z daleka spektakularny, z bliska koszmar organizacyjny, bo pył osiadł dokładnie tam, gdzie najbardziej boli w środku wakacyjnego sezonu: na płycie lotniska Catania-Fontanarossa.
To jedno z najważniejszych lotnisk na wyspie, przez które w lipcu przewijają się każdego dnia tysiące turystów z całej Europy. I właśnie ono jako pierwsze w tej fazie aktywności Etny zostało kompletnie sparaliżowane. Najpierw, jeszcze przed weekendem, ruch ograniczono do pięciu lądowań na godzinę i zamknięto część przestrzeni powietrznej. Gdy wulkan przyspieszył, poziom alarmowy dla lotnictwa podniesiono z pomarańczowego na czerwony, a władze portu podjęły decyzję, której nikt nie chciał usłyszeć: całkowite wstrzymanie przylotów i odlotów.
Problem z popiołem wulkanicznym nie polega na tym, że jest brudny. On jest groźny. Drobiny pyłu wciągnięte do silnika odrzutowego potrafią się w nim stopić i doprowadzić do jego zgaśnięcia, dlatego linie i służby ruchu lotniczego nie idą tu na żadne kompromisy. Pas startowy w Katanii pokrył się warstwą, którą trzeba było fizycznie usunąć, zanim jakikolwiek samolot mógł znów bezpiecznie kołować. Zawieszenie, początkowo ogłoszone na kilka godzin, przedłużano potem kolejnymi komunikatami.
Gdzie się podziały samoloty, które nie mogły wylądować
Maszyny lecące na Sycylię trzeba było gdzieś skierować. Największą część ruchu przejęło lotnisko w Palermo po drugiej stronie wyspy, które w ciągu jednego dnia przyjęło ponad dwadzieścia przekierowanych rejsów i mimo tłoku poradziło sobie zaskakująco sprawnie. Pojedyncze loty lądowały też w oddalonym o dziewięćdziesiąt kilometrów Comiso oraz w Trapani. Z powodu chmury popiołu zamknięto nawet przestrzeń nad pobliską amerykańską bazą lotniczą Sigonella. Włoskie media naliczyły łącznie około stu pięćdziesięciu rejsów, które erupcja odwołała, zawiesiła albo posłała okrężną drogą.
Dla pasażera na ziemi oznaczało to jedno: lądujesz kilkaset kilometrów od miejsca, do którego się wybierałeś, i czekasz na autokar, który dowiezie cię przez pół wyspy. Tak właśnie wyglądał powrót części Polaków, samolot zamiast do Katanii leciał do Palermo, a stamtąd turystów przewożono autobusami.
Polskie wątki tej historii
Zamieszanie złapało sporo osób lecących z naszego kraju i wracających do domu. Przekierowania i odwołania dotknęły połączeń Ryanaira, Wizz Aira i czarterów, między innymi rejsów z Krakowa, Katowic i warszawskiego Modlina, które zamiast w Katanii lądowały w Palermo. Jedno z biur podróży musiało zorganizować przerzut ponad stu sześćdziesięciu swoich klientów z jednego lotniska na drugie, żeby w ogóle wsadzić ich do samolotu do Polski. W grupach czekających na lot były rodziny z dziećmi i osoby starsze, a najbardziej frustrujący bywał nie sam postój, lecz sprzeczne informacje, bo sytuacja zmieniała się z godziny na godzinę.
I to jest właściwie najważniejszy praktyczny wniosek z całego zamieszania. Przy takich zdarzeniach status lotu potrafi się zmienić kilka razy w ciągu jednego przedpołudnia, więc zanim wsiądziesz w taksówkę na lotnisko, sprawdź go bezpośrednio u przewoźnika. Warto też mieć w zanadrzu trochę elastyczności przy planowaniu, kto śledzi ceny i kierunki na bieżąco, choćby przez porównywarki lotów w stylu TaniLocik.pl, temu łatwiej przebukować się na inny termin albo złapać alternatywne połączenie, gdy pierwotny plan bierze w łeb.
Sycylia to nie tylko wulkan-utrapienie
Choć tym razem Etna wystąpiła w roli złoczyńcy, na co dzień jest jedną z największych atrakcji wyspy i jednym z najczęściej odwiedzanych wulkanów świata. Wjeżdża się pod krater kolejką i jeepami, chodzi po zastygłych potokach lawy, zagląda w wygasłe czeluście. To miejsce z ogromną historią, sięgającą starożytności, więc kiedy już się je zwiedza, dobrze mieć w uchu audioprzewodnik pokroju Travio.pl, który podpowie, na co patrzeć i co się pod stopami właściwie dzieje, zamiast mijać wszystko bez kontekstu.
Bo Etna działa tak od tysięcy lat i będzie działać dalej. Erupcje przychodzą i mijają, lotnisko po każdej z nich wraca do pracy, gdy tylko popiół zostanie sprzątnięty. Dla Sycylijczyków to część życia, trochę utrapienie, trochę duma, i wciąż najlepszy powód, żeby na tę wyspę w ogóle przyjechać.
Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem
Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.