Wyobraź sobie: po kilku godzinach lotu wreszcie ląduje samolot, otwierają się drzwi, a Ty czekasz już tylko na moment, gdy poczujesz na twarzy ciepłe, śródziemnomorskie powietrze. Albo odwrotnie - stoisz na płycie z walizką pełną plażowych wspomnień, chcesz wracać do domu, a Twój lot po prostu... nie startuje. Właśnie tak wyglądał niedawny weekend na kilku wakacyjnych lotniskach. I to nie na jednym czy dwóch - trzy europejskie porty trafiły na sam szczyt światowego rankingu opóźnień.

Trzy lotniska, jeden weekend, światowy rekord

W sobotę niechlubnym liderem zestawienia Flightradar24 zostało lotnisko w Cagliari na Sardynii. W pewnym momencie opóźnionych było tam 57 lotów, czyli mniej więcej co czwarta zaplanowana operacja. Średnio pasażerowie tracili ponad godzinę, ale byli i tacy, którzy pobili wszelkie rekordy - samolot Aeroitalii do Mediolanu wystartował z Sardynii dopiero jakieś pięć godzin po czasie.

Dzień później palma pierwszeństwa powędrowała na Kretę. Popołudniu lotnisko w Chanii miało opóźnione 64 rejsy - blisko jedną trzecią całego ruchu. Rozkład rozjeżdżał się średnio o ponad 40 minut, choć część maszyn opuszczała wyspę nawet dwie godziny po planie. Odczuli to również Polacy: poranne loty jeszcze się trzymały (Enter Air do Gdańska odleciał wręcz punktualnie), ale po południu zrobiło się nerwowo - Ryanair do Poznania spóźnił się o godzinę, a Enter Air do Warszawy wystartował z blisko dwugodzinnym poślizgiem.

Wysoko w tym samym rankingu znalazła się też Tirana. Stolica Albanii, przez którą przewija się dziś rzesza turystów jadących do Durres, Wlory czy Sarandy, zanotowała aż 111 opóźnionych lotów - 37 procent wszystkich operacji. Tu akurat opóźnienia były krótsze, w granicach pół godziny, choć pasażerowie Smartwings zapamiętają powrót gorzej, bo ich samolot ruszył półtorej godziny po czasie.

I teraz najciekawsze. Zwykle, gdy lotnisko staje w miejscu, szukamy winnych wśród strajków, awarii albo gwałtownej pogody. Tym razem nic z tych rzeczy. Nad Cagliari, Chanią i Tiraną niebo było bezchmurne, wiatr słaby, pasy startowe otwarte, nikt nie protestował. Jedynym powodem był zwyczajny, wakacyjny tłok - kumulacja rejsów rozkładowych, czarterowych i tanich linii, które w weekendy nakładają się na siebie na lotniskach o dość ograniczonej przepustowości.

Problem większy niż jeden gorący weekend

To nie jest wyłącznie kłopot trzech nadmorskich portów. Eksperci od miesięcy ostrzegają, że europejskie niebo tego lata pęka w szwach z powodów, na które przeciętny podróżny nie ma żadnego wpływu. Największym wąskim gardłem jest francuska kontrola ruchu lotniczego - z brakami kadrowymi, przestarzałą technologią i kontrolerami, których wyszkolenie trwa pięć lat, podczas gdy w Wielkiej Brytanii czy Irlandii niecałe dwa. Eurocontrol wprost przewiduje, że bez reformy do 2030 roku Francja przestanie sobie radzić z liczbą lotów.

Do tego doszedł nowy unijny system kontroli granicznej EES, który zamiast pieczątki w paszporcie pobiera dane biometryczne podróżnych spoza Unii. W teorii - nowocześnie. W praktyce - kolejki do odprawy sięgające miejscami nawet pięciu godzin, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, we Włoszech, w Hiszpanii i Portugalii. Zrobiło się na tyle napięto, że największe linie i zarządcy lotnisk napisali do Brukseli z prośbą o możliwość zawieszania systemu w godzinach szczytu, a Włochy zaczęły rozważać to na własną rękę. Szacuje się, że w wakacje europejskie lotniska obsłużą nawet 40 milionów pasażerów więcej niż wiosną.

Co ciekawe, część winy spada na... samych pasażerów. Ci, którzy zjawiają się na lotnisku w ostatniej chwili, ustawiają się w złej kolejce albo nie mają przy sobie dokumentu biometrycznego potrzebnego do bramek automatycznych, potrafią nieświadomie zakorkować odprawę wszystkim wokół.

Czy to znaczy, że lepiej zostać w domu? Absolutnie nie. Znaczy tyle, że warto dać sobie zapas. Sprawdzaj status lotu na bieżąco - jedno poranne opóźnienie potrafi się rozlać na kolejne rotacje i pod wieczór urosnąć do kilku godzin. Przyjeżdżaj na lotnisko wcześniej, niż podpowiada rutyna, a jeśli masz przesiadkę, zostaw sobie realny bufor. I jeszcze jedno: skoro i tak dotrzesz na miejsce później, niż planowałeś, tym bardziej nie chcesz marnować czasu na słabo przygotowane zwiedzanie. Zamiast błądzić z mapą, dobrze mieć w telefonie audioprzewodnik - takie jak te z Travio.pl prowadzą Cię po mieście własnym tempem i opowiadają historie, których nie znajdziesz na tabliczce. Nadrobisz spokojnie każdą godzinę, którą lotnisko Ci zabrało.

Wakacyjne opóźnienia raczej nas w tym sezonie nie opuszczą - lipiec i sierpień to dla lotnisk najcięższy egzamin w roku. Ale różnica między zepsutym urlopem a lekką niedogodnością zwykle sprowadza się do jednego: czy dałeś sobie ten margines, czy liczyłeś, że akurat tym razem rozkład dotrzyma słowa.

🎧

Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem

Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.

Wypróbuj →