Włochy znowu wygrały europejskie lato - i tym razem nie chodzi o wrażenie z Instagrama, tylko o liczby z rządowych rejestrów. Z danych zebranych przez włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych, resort turystyki oraz urząd statystyczny Istat wynika, że pierwsza połowa 2026 roku była dla tamtejszej branży rekordowa. Przyjazdów przybyło o 4,43 proc. wobec tego samego okresu rok wcześniej, a największą siłą napędową okazali się goście z zagranicy.
To właśnie oni robią różnicę. Przyjazdy spoza Włoch poszły w górę o 6,45 proc., podczas gdy ruch krajowy urósł zaledwie o niespełna dwa procent. Innymi słowy: nad Tyber, do Toskanii i na południe ciągnie dziś przede wszystkim reszta świata.
Ciekawiej robi się, gdy spojrzeć na mapę. Bo choć wszyscy myślą o Rzymie, Wenecji i Florencji, w tegorocznych statystykach prowadzą regiony, które przez lata były na drugim planie. Na szczycie zestawienia największych wzrostów przyjazdów stoi Kalabria - czubek włoskiego buta, z wynikiem 10,54 proc. Tuż za nią plasują się Umbria (+9,7 proc.), Piemont (+9,22 proc.) i Sardynia (+8,24 proc.), a pierwszą piątkę zamyka Apulia. Jeśli patrzeć wyłącznie na turystów zagranicznych, Kalabria wypada jeszcze okazalej: aż o ponad 23 procent więcej odwiedzających. Region, który jeszcze niedawno kojarzył się głównie z dziką przyrodą i ostrą 'ndują, staje się jedną z gwiazd sezonu.
Włochy nie tylko przyciągają najwięcej ludzi, ale też najskuteczniej zapełniają pokoje. Wskaźnik obłożenia na platformach rezerwacyjnych sięgnął tam 51,2 proc., zostawiając w tyle Hiszpanię (42,8 proc.) i Francję (32,9 proc.). Co ciekawe, wcale nie idzie to w parze z najwyższymi cenami - średnia stawka za noc to około 153 euro, mniej niż w Hiszpanii (170 euro) czy Grecji (195 euro). Wychodzi na to, że Italia daje więcej za rozsądniejsze pieniądze, a przy dzisiejszych kosztach wakacji to argument nie do przecenienia.
Najbardziej oblegane nie są przy tym słoneczne plaże południa. Rekordy obłożenia biją Wenecja Euganejska (57,5 proc.), Emilia-Romania oraz alpejskie prowincje Trydentu i Bolzano. Wysoko plasują się też Friuli-Wenecja Julijska, Sycylia i Toskania. Prawdziwym magnesem okazują się jednak okolice jezior - Garda, Como, Maggiore - gdzie zajętych jest średnio 54 proc. miejsc, a wzrost jest niemal dwukrotnie szybszy niż w skali całego kraju.
Ten rozjazd nie wziął się znikąd. Włosi od lat mierzą się z przeturystycznieniem najsłynniejszych miejsc - nagrania z zatłoczonych uliczek Wenecji czy Neapolu regularnie krążą po sieci. Odpowiedzią jest państwowa kampania kierująca uwagę podróżnych na te 99 procent kraju, które wciąż pozostaje mało znane. I coś w tym jest, bo turyści faktycznie zaczynają szukać czegoś poza wielką trójką.
Zmienia się też coś jeszcze. Od września na jednym z najbardziej obleganych odcinków Dolomitów, między Val Gardeną a Val Badią, zacznie obowiązywać ostry limit - zamiast nawet dziesięciu tysięcy aut dziennie wjedzie tam tylko 150. To sygnał, że część najpiękniejszych zakątków Włoch wchodzi w erę rezerwacji i ograniczeń, i że spontaniczny wypad "gdzie oczy poniosą" bywa już w niektórych miejscach niemożliwy.
Dla podróżnika płynie z tego prosty wniosek: jeśli marzy ci się Italia bez tłumów i bez walki o miejsce na zdjęcie, warto spojrzeć poza oczywiste adresy. Senne miasteczka Umbrii, kalabryjskie wybrzeże, gdzie góry schodzą wprost do morza, albo Friuli, w którym włoska kawa miesza się ze słowiańskim i środkowoeuropejskim dziedzictwem - to kierunki, które dopiero wchodzą na radar. A że w takich mniej turystycznych miejscach rzadko trafia się przewodnik mówiący po polsku, dobrze mieć coś w kieszeni: kiedy już stanie się na starówce Perugii albo w wąskich uliczkach Tropei, audioprzewodnik Travio.pl potrafi zamienić zwykły spacer w opowieść o tym, co się właśnie ogląda.
Minister turystyki Gianmarco Mazzi nazwał branżę filarem narodowej gospodarki i zapowiedział kolejne inwestycje. Patrząc na tegoroczne dane, trudno się z nim spierać. Pozostaje jedno pytanie: jak długo "mniej oczywiste" włoskie regiony pozostaną jeszcze mniej oczywiste.
Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem
Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.