W ostatnich dniach Etna znów przypomniała o sobie w najmniej wygodnym momencie sezonu. Wulkan zaczął wyrzucać popiół akurat wtedy, gdy tysiące turystów kończyło sycylijskie wakacje, a lotnisko w Katanii raz po raz zamykało niebo dla samolotów. Sama erupcja to jednak dopiero tło. Znacznie więcej emocji wywołało to, co działo się z podróżnymi próbującymi wrócić do Polski.
Wulkan, który potrafi zamknąć całe lotnisko
Etna należy do najbardziej aktywnych wulkanów Europy i jej wybuchy nikogo tu nie dziwią. Tym razem popiół zaczął wydobywać się z krateru Voragine, który po serii erupcji z 2024 roku ponownie stał się najwyższym punktem góry. To akurat sporo zmienia dla podróżnych, bo pył z tego właśnie miejsca wiatr znosi wprost nad Katanię i jej lotnisko. Zamiast jednego krótkiego zamknięcia bywa więc seria przerw ciągnących się przez kilka dni.
Port Fontanarossa w Katanii to główna brama do wschodniej Sycylii, przez którą w 2024 roku przewinęło się około dwunastu milionów pasażerów. Gdy chmura popiołu wchodzi w przestrzeń powietrzną, kontrolerzy wstrzymują przyloty, a część maszyn ląduje w oddalonym o ponad dwieście kilometrów Palermo albo w Comiso. Dla kogoś, kto planował spokojny powrót do domu, to nagła zmiana wszystkich planów.
Nocny SMS i wyścig do Palermo
Najgłośniejszym wątkiem tych dni stała się sytuacja pasażerów lotu Wizz Aira do Warszawy. Ludzie koczowali na lotnisku w Katanii od kilku godzin, gdy wieczorem dostali wiadomość, że ich samolot poleci jednak z Palermo, czyli z drugiego końca wyspy. Kłopot w tym, że informacja przyszła na jakieś trzy godziny przed startem, a z jej treści wynikało, że na miejsce każdy ma dotrzeć na własną rękę.
Z relacji zebranych przez polskie media, między innymi TVN24, wyłania się obraz sporego chaosu. Transportu do Palermo nikt nie zorganizował, więc części osób została tylko taksówka. Jedna z pasażerek opowiadała, że za nocny kurs zapłaciła tysiąc euro, a i tak dotarła kilka minut po zamknięciu bramek. Samolot odleciał niemal pusty, z garstką podróżnych na pokładzie, a reszta została na miejscu, bez noclegu i bez konkretnej informacji, co dalej. Kilka osób spędziło noc na podłodze terminala, czekając do piątej rano na jakikolwiek sygnał od przewoźnika. Według Ministerstwa Spraw Zagranicznych z powrotem z Sycylii zmagało się wtedy około dwustu polskich turystów.
Co w takiej sytuacji naprawdę należy się pasażerowi
W tej historii najważniejsze jest jednak rozróżnienie, które łatwo pomylić. Erupcja wulkanu w świetle unijnych przepisów (rozporządzenie EU261) to tak zwana okoliczność nadzwyczajna. W praktyce oznacza to, że za samo opóźnienie czy odwołanie lotu z powodu popiołu linia nie musi wypłacać standardowego odszkodowania pieniężnego. To argument, po który przewoźnicy sięgają bardzo chętnie.
Nie zwalnia ich to jednak z obowiązku opieki. Nawet gdy winny jest wulkan, linia powinna zapewnić posiłki, przy nocnym utknięciu także nocleg, oraz zaproponować albo zwrot pieniędzy, albo realną alternatywę powrotu. Jeśli lot zostaje przeniesiony na inne lotnisko, dojazd organizuje przewoźnik, a nie pasażer z portfelem pełnym gotówki na taksówkę. I właśnie tu, a nie w samej erupcji, wielu podróżnych widzi największą wpadkę.
Jak nie dać się zaskoczyć, gdy w tle dymi wulkan
Kilka prostych nawyków potrafi w takich chwilach oszczędzić dużo nerwów.
- Status lotu sprawdzaj bezpośrednio u przewoźnika i na stronie lotniska, zanim ruszysz do portu. Samo lotnisko w Katanii wprost prosiło, by nie przyjeżdżać bez wcześniejszego potwierdzenia.
- Najważniejsze rzeczy, czyli leki, dokumenty i powerbank, trzymaj w bagażu podręcznym, bo przy zamkniętym lotnisku odbiór walizek potrafi się przeciągnąć.
- Zachowuj rachunki za taksówki, jedzenie i hotel. Jeśli linia nie zapewniła opieki, którą powinna, to na ich podstawie odzyskasz pieniądze.
- Gdy trzeba błyskawicznie znaleźć inny sposób na powrót, warto mieć pod ręką narzędzia do śledzenia okazji lotniczych, choćby TaniLocik.pl, bo w takich momentach liczy się każda wolna końcówka i każda złotówka.
A kiedy popiół w końcu opadnie i Sycylia wróci do normalności, sama Katania i pobliska Taormina należą do ciekawszych zakątków Włoch. Gdy będziesz je zwiedzać, dobrze mieć w telefonie audioprzewodnik, na przykład z Travio.pl, który podpowie, na co zwrócić uwagę w barokowych zaułkach, na słynnym targu rybnym czy pośród antycznych ruin, i pozwoli chłonąć miasto we własnym tempie.
Etna zapewne jeszcze nieraz zamknie niebo nad Katanią, bo jej aktywność nie słabnie. Dla podróżnego najważniejsze pozostaje jedno: znać swoje prawa i nie zakładać z góry, że w kryzysie ktoś zajmie się wszystkim za niego.
Wspierasz mnie, korzystając z Travio
Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.