Vouliagmeni to nie jest miejsce, które kojarzy się z awanturami. To zadbany, raczej elegancki kawałek Riwiery Ateńskiej, niecałe dwadzieścia kilometrów od centrum stolicy. Ateńczycy przyjeżdżają tu w weekend, żeby popływać w spokojnej wodzie, zanim zrobi się tłoczno. W niedzielę 20 września 82-letni mężczyzna przyszedł tam z żoną chwilę po dziewiątej i zajął leżaki na zorganizowanej plaży Akti Vouliagmenis. Nieco ponad godzinę później już nie żył.
Kilka minut przed dziesiątą
Z tego, co przekazują grecka policja i lokalne media, wynika, że tuż przed dziesiątą doszło do kłótni między nim a 76-letnim mężczyzną. Ten przyszedł na plażę później, razem z 21-letnią kobietą. Poszło o leżak. Świadkowie mówią, że starszy z mężczyzn trzymał miejsce dla kogoś, na kogo czekał. Zrobił więc to, co każdego ranka robią tysiące plażowiczów od Algarve po Antalyę.
Słowa szybko zamieniły się w szarpaninę, a potem w bójkę, w którą wciągnięte zostały kolejne osoby. Jeden z plażowiczów opowiadał dziennikowi „Kathimerini”, że krzyki niosły się aż na drugi koniec plaży. W pewnym momencie 82-latek upadł. Serce przestało pracować. Dyżurna pielęgniarka od razu zaczęła reanimację i sięgnęła po defibrylator, a karetka zabrała mężczyznę do szpitala Asklipieio w sąsiedniej Vouli. Lekarze walczyli o niego mniej więcej godzinę, bez skutku.
Najbardziej uderzające jest to, że panowie najprawdopodobniej w ogóle się nie znali. Dwóch emerytów, obcych sobie ludzi, ciepły wrześniowy poranek i leżak za kilka euro.
Kto zaczął? Tego jeszcze nie wiadomo
76-latek został zatrzymany pod zarzutem spowodowania uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym. Policja zatrzymała również jego 21-letnią towarzyszkę, ale później ją zwolniła. Świadkowie cytowani przez gazetę „Ta Nea” mówili, że miała zakrwawioną, spuchniętą twarz. Śledczy przesłuchali też właściciela lokalu, który obsługuje ten fragment plaży.
Wersje wydarzeń nie są spójne. Znajomy zatrzymanego przekonuje w mediach, że to zmarły miał rzucić w trakcie kłótni „Wiesz, kim jestem? Jestem z marynarki”, a obrażenia odnieśli także 76-latek i młoda kobieta. Co naprawdę się stało, ustalą śledztwo i sekcja zwłok, która ma wskazać dokładną przyczynę śmierci. Na wyrokowanie z plaży jest za wcześnie.
Wojna o leżaki, o której wszyscy wiemy
Greckie i zagraniczne media od razu nazwały to „wojną o leżaki”. To określenie zna każdy, kto choć raz był w hotelu all inclusive. Ręczniki rozkładane o szóstej rano, czasem nawet wieczorem dnia poprzedniego, i ciche mierzenie się wzrokiem przy basenie. Zwykle kończy się na złości i zepsutym humorze. Tym razem skończyło się czyjąś śmiercią.
W Grecji temat ma swoją drugą warstwę. Wraz z turystycznym boomem przybywa kłótni o „rezerwowanie” leżaków, a ludzi coraz bardziej wkurzają ceny miejsc na plaży, szczególnie w Attyce i na popularnych wyspach. Prywatne firmy zajmują długie odcinki wybrzeża i bywa, że stawiają więcej leżaków, niż pozwala im koncesja. Parę lat temu na Paros wybuchł spontaniczny protest mieszkańców, nazwany „ruchem ręczników”. Chodziło o prawo do rozłożenia własnego ręcznika na publicznym piasku bez płacenia komukolwiek. Protest szybko rozlał się na Naksos, Kretę, Rodos i Santorini.
Państwo w końcu zareagowało. Według obecnych przepisów co najmniej 70% każdej plaży ma pozostać wolne od komercyjnych leżaków i parasoli, a na terenach chronionych nawet 85%. Leżaki muszą stać minimum cztery metry od linii wody. Przestrzegania tych zasad pilnują drony i zdjęcia satelitarne, a każdy może zgłosić nieprawidłowości w rządowej aplikacji MyCoast.
Leżak nie jest tego wart
Trudno z tej historii wyciągnąć jakąś elegancką puentę, bo jej po prostu nie ma. Jest żona, która przyszła z mężem na niedzielne pływanie i wróciła sama. Jest dwóch starszych panów, z których jeden nie żyje, a drugi najpewniej stanie przed sądem. I jest pytanie, które warto sobie zadać przy następnym urlopie, kiedy ktoś „zajmie nasze miejsce”: ile naprawdę jesteśmy gotowi o to kopii kruszyć.
Na greckich plażach i tak zawsze zostaje miejsce na własny ręcznik, bo prawo wprost to gwarantuje. A jeśli ktoś upiera się przy „swoim” leżaku, lepiej zawołać obsługę albo po prostu przejść dziesięć metrów dalej. Morze jest to samo.
Wspierasz mnie, korzystając z Travio
Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.