W niedzielę w Słubicach termometry pokazały 40,5 stopnia. Rekord w historii pomiarów w Polsce. Tego samego dnia na płytach lotnisk w Krakowie, Katowicach-Pyrzowicach i Warszawie-Modlinie ludzie w kamizelkach odblaskowych ładowali bagaże do samolotów Ryanaira - bez łatwego dostępu do wody.

Brzmi jak przesada? Nie jest. Sprawę opisała "Gazeta Wyborcza", a potwierdziło ją potem kilka innych redakcji. Chodzi o pracowników Aviation Support Poland - firmy, która na trzech polskich lotniskach zajmuje się obsługą naziemną samolotów Ryanaira oraz spółek z nim powiązanych, czyli Buzz i Laudy. To oni ładują i rozładowują bagaże, pchają samoloty ciągnikami, koordynują to wszystko na rozgrzanym do białości betonie.

Jeszcze niedawno dostawali do tego darmową wodę butelkowaną. W tym roku firma to zmieniła. Zamiast butelek - bidony o pojemności 0,6 litra, do napełniania z kranu albo z dwóch dystrybutorów w pomieszczeniach socjalnych. Problem w tym, że część załogi pracuje właśnie na płycie, w pełnym słońcu, i do tych dystrybutorów po prostu nie ma jak dobiec w trakcie zmiany.

Jeden z bagażowych opowiedział "Wyborczej" wprost: praca trwa czasem kilka godzin non stop, w skwarze, a jeden błąd przy holowaniu samolotu pełnego pasażerów potrafi skończyć się tragedią. Zmęczenie i odwodnienie to najgorsza kombinacja, jaką można sobie wyobrazić przy operacjach na płycie lotniska.

Najbardziej kuriozalny w całej sprawie jest podobno powód zmiany. Menedżer krakowskiego oddziału firmy miał tłumaczyć pracownikom, że nie stać ich na dodatkową kaucję za plastikowe butelki - bo w Polsce od jakiegoś czasu działa system kaucyjny, i każda butelka to teraz koszt. Załoga nie kryje ironii: Ryanair zarabia miliardy, a oszczędza na wodzie dla ludzi, którzy w 40-stopniowym upale trzymają w rękach ich bezpieczeństwo.

Sprawa trafiła już do Państwowej Inspekcji Pracy, która ma sprawdzić, czy firma nie łamie przepisów BHP. Sam Ryanair, zapytany przez dziennikarzy, odmówił komentarza. Rzeczniczka przewoźnika poprosiła o pytania mailowo i na nie nie odpowiedziała - później przekazano tylko, że linia nie będzie się wypowiadać.

To zresztą nie pierwszy w tym sezonie zgrzyt wokół irlandzkiego przewoźnika. Pod koniec maja na lotnisku w Tuluzie ponad stu pasażerów nie zdążyło wejść na pokład samolotu do Wielkiej Brytanii - winny był system EES, czyli nowa unijna rejestracja biometryczna, która znacznie wydłużyła odprawę na trasach spoza strefy Schengen. Ryanair ostrzegał przed takim scenariuszem już wcześniej, ale to nie zmienia faktu, że coraz częściej to pasażerowie i pracownicy płacą cenę za niedopracowane procedury.

Ciekawe w tym wszystkim jest to, że my jako podróżni oszczędzamy zupełnie inaczej niż linie lotnicze. Zamiast szukać oszczędności kosztem czyjegoś zdrowia, wystarczy po prostu poświęcić chwilę na porównanie ofert - na TaniLocik.pl regularnie trafiają się bilety na te same trasy nawet kilkadziesiąt złotych taniej, bez żadnych ukrytych haczyków. A jeśli lot już mamy zaklepany i zastanawiamy się, co robić na miejscu, zamiast płacić za drogiego przewodnika, można sięgnąć po audioprzewodnik na Travio.pl - działa offline, więc przyda się nawet w te dni, kiedy telefon odmawia współpracy po całym dniu na słońcu.

Sezon wakacyjny dopiero się rozkręca, a upały w Polsce nie odpuszczają. Miejmy nadzieję, że kontrola PIP coś zmieni - bo na razie to pracownicy lotnisk we własnym zakresie dokupują sobie wodę w sklepikach lotniskowych, żeby przetrwać zmianę.

🎧

Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem

Travio działa wszędzie po Europie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.

Wypróbuj →