Wszystko zaczęło się w czwartkowy wieczór, tuż przy Jadranskiej magistrali, na wysokości Lokve Rogoznice pod Omišem. Ogień pojawił się około dwudziestej i od razu miał sprzymierzeńca w postaci silnego wiatru. To on w ciągu jednej nocy przeniósł front na odległość jakichś sześciu kilometrów w linii prostej — aż pod sam Omiš. Nad ranem płomienie zatrzymały się dosłownie pięćdziesiąt metrów od centrum miasta.
Bilans jest ciężki. Spłonęło między dziewięćset a tysiąc hektarów trawy, niskich zarośli i sosnowego lasu. Ogień strawił domy, samochody i łodzie, a przy nadmorskim Brzecie zniknęła w płomieniach cała restauracja. Zamknięto magistralę na odcinku od Staniciów po Mediciów, a w pobliskich Mimicach zabrakło prądu. Strażacy przez całą noc polewali dachy i stalowe konstrukcje chroniące zabudowania przed obsuwającymi się skałami.
Najbardziej dramatycznie wyglądała sama ewakuacja. W ośrodkach w Omišu, Splicie i Makarskiej znalazło schronienie około dwóch i pół tysiąca osób, a wśród nich było mnóstwo zagranicznych turystów — w Omišu przyjmowała ich hala sportowa Ribnjak. Dojazd był miejscami odcięty, więc do akcji weszła też chorwacka straż przybrzeżna: łodzią zabierano ludzi wprost z brzegu, od strony morza, na odcinku Lokva Rogoznica–Omiš.
Pożar zebrał też krwawe żniwo. Rannych zostały czterdzieści trzy osoby oraz trzej strażacy; najciężej poparzonych, z obrażeniami obejmującymi od czterdziestu do siedemdziesięciu procent ciała, przewieziono ze Splitu do Zagrzebia. Na pogorzelisku, w Małej Luce koło Omiša, znaleziono ciało trzydziestoczteroletniej obywatelki Bośni i Hercegowiny.
Pytanie, które teraz najbardziej zajmuje mieszkańców, brzmi: skąd się ten ogień w ogóle wziął. Główny komendant strażacki Slavko Tucaković przypomniał, że tej nocy nie było ani burzy, ani zerwanych linii energetycznych — a to, czy pożar podłożono, ma pokazać dochodzenie policji. Wśród okolicznych mieszkańców słychać głosy o podpaleniu, tak twierdzi między innymi właściciel kafiku, nad którym zaczęło się palić. Na razie to jednak tylko podejrzenie, bez oficjalnego potwierdzenia. Do ostrożności skłania też fakt, na który zwrócił uwagę jeden z ministrów: bardzo podobny pożar wybuchł w tej samej okolicy również rok wcześniej.
Warto pamiętać, że Omiš nie płonął tej nocy sam. Równolegle strażacy walczyli z ogniem na półwyspie Pelješac, gdzie spłonęło pół tysiąca hektarów sosnowego lasu, a także w okolicach Zadaru, na Dugim otoku i pod Trogirem. Cały ten sezon jest zresztą trudniejszy niż poprzedni — chorwaccy strażacy notują więcej pożarów roślinności niż rok temu, i to zarówno na wybrzeżu, jak i w głębi kraju. W gaszeniu, obok setek ludzi na ziemi, brały udział samoloty Canadair i Air Tractor oraz wojsko.
Do soboty sytuacja zaczęła się poprawiać i większość pożarzysk była już opanowywana, choć rejon Lokve Rogoznice wciąż pozostawał najtrudniejszy. Dla kogoś, kto akurat spędza wakacje w tej części Dalmacji, płynie z tego prosta lekcja: w czasie takich zdarzeń najważniejsze jest trzymanie się poleceń miejscowych służb i nietarasowanie dróg, którymi jadą strażacy. Chorwacki numer alarmowy straży pożarnej to 193, a ogólny numer ratunkowy — 112. Cała reszta, jak to zwykle w Dalmacji bywa, opierała się na ludziach: strażakach ściągniętych z całego kraju oraz mieszkańcach i restauratorach, którzy w środku nocy otwierali drzwi przed obcymi.
Wspierasz mnie, korzystając z Travio
Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.