Wieczór 18 maja 2023 roku, aplikacja Wizz Aira. Ktoś przewija kierunki i przeciera oczy: lot w obie strony za 70 złotych. I to nie jakiś krótki skok za granicę, bo tanie bilety wyskakiwały nawet na Wyspy Kanaryjskie i do Abu Zabi. Wiadomość rozeszła się błyskawicznie, aplikacja zaczęła się zawieszać, a zanim ktokolwiek w linii się zorientował, sprzedano według nieoficjalnych danych nawet 80 tysięcy biletów.

Następnego dnia do skrzynek zaczęły spływać maile. Przewoźnik przepraszał, tłumaczył się błędem technicznym i informował, że rezerwacja zostanie anulowana. Pieniądze miały wrócić w ciągu pięciu dni roboczych.

Ale nie wszystkim. Linia anulowała rezerwacje na podróże od poniedziałku 22 maja. Kto kupił bilet na najbliższe dni, ten po prostu poleciał. Część osób wyleciała za 35 złotych już 19 maja, jakby nigdy nic.

Error fare, czyli cena, która nie miała się pojawić

W świecie łowców tanich lotów takie wpadki mają swoją nazwę: error fare albo mistake fare. Biorą się z pomyłek przy wprowadzaniu taryf, błędów przeliczania walut, zapomnianej dopłaty paliwowej. Czasem ktoś po prostu dopisze o jedno zero za mało. Takie ceny wiszą w systemie kilka godzin, czasem kilkadziesiąt minut, i znikają. Pytanie zawsze brzmi tak samo: co dalej z biletami, które ludzie zdążyli kupić?

Odpowiedź jest dość nieprzyjemna: to zależy głównie od dobrej woli linii.

Kiedy linia mówi „trudno, lecicie”

Najsłynniejszy przypadek w historii to Nowy Rok 2019 i Cathay Pacific. Przewoźnik z Hongkongu przez chwilę sprzedawał loty z Wietnamu do Ameryki Północnej w klasie biznes za około 675 dolarów, a w pierwszej klasie za mniej więcej tysiąc. Normalnie za pierwszą klasę na tej trasie płaci się kilkanaście, a nawet ponad trzydzieści tysięcy dolarów. Po dobie niepewności linia ogłosiła na Twitterze, że honoruje wszystkie bilety. Przyznała, że się pomyliła, ale zaprasza na pokład, i dodała hashtag o „nauczce”.

Pół roku wcześniej podobnie zachował się inny przewoźnik z Hongkongu, Hong Kong Airlines. Sprzedał bilety w biznesie za niecałe 600 dolarów zamiast około 3800 i je uszanował.

I kiedy mówi „przepraszamy”

W 2024 roku Qantas przez prawie osiem godzin sprzedawał bilety w pierwszej klasie między Australią a USA z rabatem sięgającym 85%. Zdążyło je kupić około 300 osób. Linia zasłoniła się „błędem w kodowaniu” i wprost stwierdziła, że cena była po prostu zbyt dobra, żeby była prawdziwa. Zamiast pierwszej klasy zaproponowała przebukowanie do biznesu za tę samą cenę albo pełny zwrot. Całkiem nieźle, ale nie o to ludzie się bili.

Qantas miał do tego podkładkę. W jego warunkach przewozu jest zapis, że przy błędzie w cenie, który jest „rozsądnie oczywisty”, linia może anulować bilet, zwrócić pieniądze albo zaproponować bilet w poprawnej cenie.

A co mówi prawo?

W USA sprawa jest dość jasna. Departament Transportu już nie wymaga od linii honorowania błędnych taryf. Jeśli linia anuluje taki bilet, ma jednak zwrócić „rozsądne” koszty poniesione w zaufaniu do zakupu, na przykład za bezzwrotny hotel czy wycieczkę.

W Polsce nie ma przepisu specjalnie o biletach lotniczych, ale jest ogólna zasada z kodeksu cywilnego. Artykuł 84 pozwala uchylić się od skutków oświadczenia złożonego pod wpływem błędu. Jest jednak ważny warunek: druga strona musiała o błędzie wiedzieć albo mogła go z łatwością zauważyć. I tu jest cały sens powiedzenia „zbyt piękne, żeby było prawdziwe”. Im bardziej absurdalna cena, tym trudniej udawać, że się nie zauważyło pomyłki. Przy biletach za 35 złotych na Kanary linia ma więc mocniejszą pozycję niż przy promocji, która wygląda po prostu na bardzo dobrą.

Przy sprawie Wizz Aira prawnicy zwracali uwagę na jeszcze jedną rzecz. Warunki przewozu tej linii nie przewidywały wtedy wprost anulowania rezerwacji z powodu błędu w cenie. Mówiły tylko o nieopłaconej rezerwacji albo podejrzeniu oszustwa. Dlatego ich zdaniem poszkodowani mogli składać reklamacje. W praktyce jednak mało kto wygrywa takie spory, a dla większości kupujących koniec historii to po prostu zwrot pieniędzy.

Jak na tym nie stracić

Doświadczeni łowcy mają kilka prostych zasad. Jak widzisz absurdalnie niską cenę, kupuj szybko, bo za godzinę może jej nie być, ale nie rezerwuj od razu bezzwrotnego hotelu ani wycieczek. Odczekaj przynajmniej kilka dni, a ostrożni czekają nawet dwa tygodnie. Sprawdź, czy masz numer biletu, a nie samo potwierdzenie rezerwacji. Nie ma też znaczenia, czy kupujesz u przewoźnika, czy u pośrednika. Pośrednicy pobierają ceny prosto z systemów linii, więc jeśli linia wycofa błędną taryfę, biletu nie dostaniesz nigdzie.

I jeszcze jedno. Error fare potrafi rzucić człowieka tam, gdzie nigdy nie planował jechać. Wielu pasażerów Cathay leciało do Wietnamu tylko po to, żeby złapać ten tani powrót. Kto ląduje w mieście bez planu, nie musi od razu szukać przewodnika. Podczas zwiedzania wygodniej odpalić w telefonie audioprzewodnik Travio: działa w przeglądarce, prowadzi po GPS i opowiada o miejscach, obok których akurat przechodzisz.

A jeśli trafisz na taki bilet i linia go uszanuje? To masz historię, którą będziesz opowiadać latami. Ci, którzy wylecieli 19 maja 2023 za 35 złotych, na pewno opowiadają.

🎧

Wspierasz mnie, korzystając z Travio

Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.

Wypróbuj →