We wtorek w Brukseli podpisano dokument, obok którego większość osób przejdzie obojętnie - "horyzontalna umowa lotnicza między UE a Kazachstanem" nie brzmi jak coś, co zmieni czyjeś wakacyjne plany. A jednak może.
Chodzi o coś prostego: do tej pory loty z Polski do Kazachstanu mógł oficjalnie wykonywać tylko LOT. Winna była klauzula narodowościowa w starej umowie dwustronnej - zapis, który przewoźnikiem desygnowanym pozwalał być wyłącznie linii kontrolowanej przez dane państwo. Nowa umowa tę barierę znosi. Formalnie nic już nie stoi na przeszkodzie, żeby np. Wizz Air zaczął latać z Warszawy do Ałmatów czy Astany - oczywiście po uzyskaniu odpowiednich zgód, bo to wciąż nie jest pełne "open sky", tylko częściowa liberalizacja obejmująca 17 krajów UE, które miały już własne umowy z Kazachstanem.
Na razie nikt nic nie ogłosił. Ale scenariusz jest kuszący, bo Wizz Air od dawna pokazuje, że lubi takie dłuższe, egzotyczne trasy - lata już do gruzińskiego Kutaisi, a w 2023 roku próbował uruchomić połączenie do Erywania (nie wyszło z przyczyn formalnych, czyli właśnie takich, jakie teraz znikają). Ryanair w takie kierunki się nie pcha, więc jeśli ktoś z low-costów ma polecieć do Kazachstanu, to raczej "landrynka".
Dlaczego to w ogóle ma znaczenie
Bo Kazachstan przestaje być kierunkiem wyłącznie dla najbardziej zdeterminowanych podróżników. W zeszłym roku odwiedziło go 15,7 mln turystów zagranicznych - głównie z Rosji, Uzbekistanu, Chin i Indii, ale Europa też zaczyna się łapać. LOT już otworzył trasę do Ałmatów i, jak sam przyznaje, na razie testuje rynek. Gdyby dołączył do niego tani przewoźnik, ceny biletów mogłyby spaść na tyle, że wyjazd przestałby być czymś zarezerwowanym dla podróżników z dużym budżetem i jeszcze większą cierpliwością do przesiadek.
Co właściwie jest tam do oglądania
A jest co oglądać. Ałmaty leży u podnóża gór Tien-Szan i jest świetną bazą wypadową - dwie godziny w jedną stronę i jesteś nad Wielkim Jeziorem Ałmackim, które zmienia kolor w zależności od pory roku. Dalej, jakieś trzy godziny drogi, czeka Kanion Szaryński, nazywany młodszym bratem Grand Canyon - rdzawe formacje skalne, Dolina Zamków, kompletna cisza. A jeśli ktoś ma więcej czasu, jezioro Kaindy potrafi zrobić większe wrażenie niż niejeden filtr na Instagramie: pnie zatopionego lasu wystające prosto z turkusowej wody, efekt trzęsienia ziemi sprzed ponad stu lat.
Jasne, to wciąż kraj, do którego trzeba się nastawić inaczej niż na typowe wakacje pod palmami - bez metra z biletami papierowymi (są żetony, ważne tylko 24 godziny), z aplikacjami do płatności zamiast gotówki na bazarze. Ale właśnie ta inność jest tym, czego coraz częściej szukają Polacy zmęczeni odwiedzanymi milion razy plażami. Zanim ktokolwiek zdecyduje się na taki wyjazd, warto na TaniLocik.pl sprawdzić, czy pojawiły się już jakieś taryfy do Ałmatów czy Astany - czasem najlepsze okazje na nowych trasach trwają tylko kilka dni od ogłoszenia. A dla tych, którzy wolą zwiedzać bez sztywnego planu wycieczki grupowej, audioprzewodnik po większych miastach na Travio.pl to sposób, żeby chodzić własnym tempem i wciąż wiedzieć, na co dokładnie się patrzy.
Na razie żadna linia nic oficjalnie nie zapowiedziała. Umowa musi jeszcze przejść ratyfikację po obu stronach. Ale jeśli coś ruszy, Kazachstan ma szansę powtórzyć to, co kilka lat temu zrobił Uzbekistan i Taszkent - z kierunku dla nielicznych stać się nowym hitem.
Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem
Travio działa wszędzie po Europie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.