Każdy z nas kombinuje przy wakacjach. Jeden poluje na promocję, drugi zabiera własne kanapki na lotnisko, trzeci śpi u znajomego zamiast w hotelu. Zwykłe, rozsądne rzeczy. Ale istnieje cała galeria ludzi, którzy poszli o kilka kroków dalej i zamienili oszczędzanie w prawdziwy sport wyczynowy. Najlepsze jest to, że żadnej z tych historii nie trzeba było wymyślać. One się wydarzyły naprawdę.

Cała szafa na sobie

Zacznijmy od klasyka gatunku, czyli zakładania na siebie połowy walizki. Gdy Gel Rodriguez z Filipin usłyszała przy odprawie, że jej bagaż podręczny waży dziewięć kilo zamiast dozwolonych siedmiu, nie sięgnęła po portfel. Zdjęła z siebie problem, dosłownie: nałożyła tyle warstw ubrań, że walizka schudła do sześciu i pół kilo. Zdjęcie w kilku swetrach i spodniach na sobie obiegło internet. Sama przyznała później, że było jej potwornie gorąco i nikomu tego nie poleca.

Podobnie zrobiła Natalie Wynn, która leciała z Manchesteru na all inclusive i nie zamierzała oddawać ostatniej gotówki za nadbagaż. Ubrała na siebie siedem sukienek, dwie pary butów, spódnicę i kilka innych rzeczy, w sumie jakieś cztery kilo. Co ciekawe, linia lotnicza zamiast się obrazić, pochwaliła jej spryt i przy okazji ogłosiła, że podnosi limit bagażu podręcznego. Rzadki przypadek, gdy przewoźnik uznał, że pasażer miał rację.

Nie zawsze kończy się tak wesoło. Szkocki wokalista James McElvar w 2015 roku założył na krótki lot z Londynu do Glasgow dwanaście warstw ubrań naraz: sześć koszul, pięć swetrów, trzy pary dżinsów i całą resztę. W trakcie lotu zasłabł z przegrzania, a ratownik powiedział mu wprost, że miał szczęście. Innego pasażera, który próbował wcisnąć na siebie dziesięć koszul i osiem par spodni, kapitan po prostu nie wpuścił na pokład. Morał jest taki, że oszczędność ma swoją temperaturę graniczną.

Facet, który przejechał świat na puddingu

To chyba najsłynniejsza historia w tym zestawieniu. W 1999 roku amerykański inżynier David Phillips zauważył w sklepie promocję firmy Healthy Choice: za każde dziesięć kodów kreskowych z produktów odsyłanych pocztą dostawało się mile lotnicze. Usiadł, policzył i wyszło mu, że najtaniej te punkty zdobyć na kubkach puddingu po dwadzieścia pięć centów za sztukę.

Skończyło się na tym, że kupił ponad dwanaście tysięcy kubków deseru za jakieś trzy tysiące dolarów i wymienił kody na 1,25 miliona mil. Za tyle latał z rodziną po świecie latami. Puddingu oczywiście nie dałby rady zjeść, więc oddał go organizacjom charytatywnym, co dało mu dodatkowo odpis podatkowy. Historia była na tyle absurdalna, że zainspirowała wątek w hollywoodzkim filmie, a sam Phillips do dziś funkcjonuje w sieci jako "Pudding Guy".

Bilet, którym nigdy nie poleciał

Jest też głośna od lat historia z chińskiego lotniska w Xi'an, opisywana przez wiele redakcji. Pewien pasażer kupił w pełni zwrotny bilet pierwszej klasy, który dawał wstęp do loży biznesowej z darmowym posiłkiem. Tylko że on nigdzie nie leciał. Przychodził na lotnisko, jadł w loży, a potem przekładał lot na kolejny dzień. I znowu. I znowu.

Linia zorientowała się dopiero wtedy, gdy ten sam bilet został przebukowany ponad trzysta razy w ciągu blisko roku, co oznacza jakieś trzysta darmowych obiadów. Gdy sprawa wyszła na jaw, mężczyzna po prostu zwrócił bilet i odzyskał całą kwotę. Rzeczniczka przewoźnika nazwała to "rzadkim przypadkiem", bo trudno było cokolwiek na to poradzić.

Wysiąść na przesiadce i zniknąć

Bardziej współczesny trik to tak zwany skiplagging, czyli kupowanie biletu do dalszego miasta tylko po to, żeby wysiąść na lotnisku przesiadkowym, które jest naszym prawdziwym celem. Bywa, że lot z przesiadką wychodzi taniej niż bezpośredni do tego samego miasta po drodze, i na tym cała sztuczka polega.

Linie tego nienawidzą. Lufthansa pozwała kiedyś pasażera, który tak przechytrzył jej cennik, a amerykański przewoźnik zdjął z pokładu siedemnastolatka i zablokował mu możliwość latania na trzy lata, bo bilet formalnie prowadził do Nowego Jorku, a chłopak chciał zostać na przesiadce. Sam trik nie jest nielegalny, ale łamie regulamin przewoźnika, więc ryzyko jest jak najbardziej realne. A skoro już jesteśmy przy przesiadkach, które trwają wystarczająco długo, żeby wyskoczyć do miasta, to zwiedzanie z dobrym audioprzewodnikiem Travio.pl potrafi zamienić kilka godzin czekania w prawdziwą mini wycieczkę, zamiast siedzenia przy bramce i gapienia się w tablicę odlotów.

Gdy oszczędność obraca się przeciwko tobie

Na koniec coś, co zna każdy, kto lata tanimi liniami. Pewna para postanowiła nie dopłacać za wybór miejsc, bo przecież na dwugodzinnym locie spokojnie usiądą osobno. Skończyło się tym, że przy bramce poproszono ich, żeby stanęli z boku i przepuścili resztę pasażerów. Poczuli się wyróżnieni w najgorszym możliwym sensie. To dobra ilustracja tego, że najbardziej oszczędny wariant czasem oddaje nam pięknym za nadobne akurat w najmniej wygodnym momencie.

Co z tego wynika

Te historie bawią właśnie dlatego, że są przesadzone. Nikt rozsądny nie będzie mdleć w dwunastu swetrach ani kupować palety puddingu, żeby polecieć na Majorkę. Prawdziwe oszczędzanie jest dużo nudniejsze i dużo skuteczniejsze: spokojne porównanie cen różnych terminów i przewoźników potrafi ściąć rachunek bardziej niż jakikolwiek cyrk przy bramce, a przy okazji nie grozi udarem ani zakazem latania. Bilety da się dziś zestawiać w kilka minut, choćby na TaniLocik.pl, i to jest ten moment, w którym naprawdę zostają pieniądze w kieszeni. Reszta to już tylko dobre anegdoty na wakacyjny wieczór.

🎧

Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem

Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.

Wypróbuj →