Gdyby ktoś we wtorkowe popołudnie śledził FlightRadara i miał otwarty lot LO155 z Warszawy do Tel Awiwu, zobaczyłby coś, co normalnie zdarza się raz na kilka lat: samolot nagle zawraca w rejonie Cypru i ląduje zupełnie gdzie indziej, niż powinien. Nie w Izraelu. W Burgas, na bułgarskim wybrzeżu Morza Czarnego.
Airbus A320 wykonywał rejs dla PLL LOT, ale należał i był pilotowany przez bułgarskie linie Electra Airways — typowy dziś układ wet-lease, gdzie jeden przewoźnik "pożycza" drugiemu samolot razem z załogą. Na pokładzie było około 180 osób, które raczej planowały zwykły, nudny lot do Tel Awiwu, a nie udział w międzynarodowym incydencie bezpieczeństwa.
To, co się wydarzyło nad Turcją, sprowadza się do jednego, konkretnego kodu: 7500. Każdy transponder pokładowy potrafi go nadać — to międzynarodowy sygnał "porwanie samolotu, ingerencja z zewnątrz". Wbrew temu, co pisały niektóre media, nie ma żadnego fizycznego "guzika alarmowego" w kokpicie, na który można przypadkiem nadepnąć łokciem. Trzeba świadomie wpisać ten konkretny kod. I mimo że teoretycznie jest to trudne do pomylenia, najwyraźniej nie niemożliwe.
Dwie wersje jednego zdarzenia
Dalej zaczyna się prawdziwe zamieszanie. Bułgarskie ministerstwo transportu upiera się, że to była usterka techniczna transpondera — urządzenie samo, bez udziału pilota, przełączyło się na kod alarmowy. Polski LOT i źródła tureckie mówią co innego: to człowiek wpisał zły kod, najpewniej przez pomyłkę przy standardowej zmianie ustawień trasy. Te dwie wersje się wykluczają, a śledztwo, które ma to wyjaśnić, dopiero się zaczyna.
Skutki za to były bardzo namacalne. Sygnał uruchomił misję NATO Air Policing nad Bułgarią — w powietrze poszedł bułgarski MiG-29, który przechwycił samolot zaraz po tym, jak przekroczył granicę nad Dunajem. Turcja, przez której przestrzeń powietrzną akurat przelatywał Airbus, wysłała dwa F-16. Izrael, do którego samolot leciał, na wszelki wypadek odmówił mu lądowania w rejonie Cypru i również poderwał myśliwce. Przez chwilę nad Europą Południowo-Wschodnią latały samoloty bojowe trzech różnych krajów w reakcji na jeden błąd w kokpicie.
Lądowanie w Burgas
Załoga dość szybko odwołała alarm — kontrola ruchu lotniczego zapytała wprost, czy zgłoszenie zagrożenia nadal obowiązuje, a pilot odpowiedział, że nie, bo padło przez pomyłkę. Tyle że raz uruchomionej procedury bezpieczeństwa nie da się już cofnąć jednym słowem. Samolot musiał wylądować i przejść kontrolę. Wybór padł na Burgas nie przez przypadek — to macierzysta baza Electra Airways, a dodatkowym argumentem były ograniczenia czasu pracy załogi, które po całym tym kołowaniu w powietrzu i tak zaczynały się kończyć.
W Burgas samolot odstawiono z dala od terminala, a bułgarskie służby przeszukały go rutynowo — nie znalazły niczego niepokojącego. Nikt nie ucierpiał, pasażerowie czekali na dalsze informacje o kontynuacji podróży, a izraelski urząd lotnictwa cywilnego określił całe zajście jako "bardzo nietypowe i potencjalnie niebezpieczne", zapowiadając własne śledztwo.
Ciekawe w tym wszystkim jest to, jak bardzo krucha potrafi być cała ta misternie poukładana logistyka lotnicza. Jeden nieprawidłowo wpisany czterocyfrowy kod — i cała trasa się rozsypuje, mimo że fizycznie nic złego się nie działo. Dla pasażerów śledzących ceny biletów to zresztą ciekawa lekcja: warto mieć pod ręką aplikację do namierzania okazji, bo takie zawirowania czasem przekładają się na promocje na kolejne loty tą samą trasą — a tanie loty do Tel Awiwu regularnie pojawiają się właśnie w serwisach typu TaniLocik.pl. Jeśli ktoś w końcu tam doleci, dobrym pomysłem na pierwszy dzień jest zresztą audioprzewodnik z Travio.pl — pozwala zwiedzać miasto bez pośpiechu, samemu ustalając tempo, co po nerwowej podróży bywa naprawdę odświeżające.
Na razie samolot z Warszawy nie doleciał tam, gdzie miał. Ale przynajmniej doleciał cały, a historia z transponderem prawdopodobnie jeszcze wróci — bo dwie sprzeczne oficjalne wersje tego samego zdarzenia rzadko kończą się bez dalszego ciągu.
Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem
Travio działa wszędzie po Europie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.