W środę 16 września, gdzieś nad Azją albo Europą, dwóch pasażerów Biman Bangladesh Airlines przestało rozmawiać, a zaczęło się bić. Kłótnia między mężczyznami siedzącymi w sąsiednich rzędach przerodziła się w wymianę ciosów. Jeden uderzył drugiego przez oparcie, tamten oddał, w ruch poszły pięści i ubrania. Na nagraniu widać moment, w którym jednemu z nich rozrywa się koszulka. Wokół krzyk, ludzie wstają z foteli, a nikt nie może po prostu odejść, bo do lądowania zostało jeszcze kilka godzin.
Nagranie z pokładu można obejrzeć tutaj.
Rozdzielili ich dopiero członkowie załogi i inni pasażerowie. Rzecznik linii potwierdził dla bangladeskiego The Business Standard, że rejs wystartował tego ranka z Sylhet do Londynu i że personel pokładowy opanował sytuację. Mężczyzna, który udostępnił nagranie na Facebooku, napisał, że było to przerażające przeżycie, zwłaszcza że na pokładzie były dzieci, osoby starsze i całe rodziny.
Drobiazg, który mówi coś o obiegu informacji
Przy okazji wydarzyła się rzecz, która dobrze pokazuje, jak dziś krążą newsy. Sporo redakcji na świecie opisało tę bójkę jako incydent na trasie z Londynu do Dhaki, czyli w dokładnie odwrotnym kierunku. Część podała środę, część czwartek. Jedyne twarde źródło, czyli oświadczenie samej linii, mówi o porannym locie z Sylhet do Londynu. Wystarczyło kilkanaście godzin, żeby nagranie z jednego telefonu obiegło pół świata razem z pomyłką w podstawowym fakcie.
To nie jest tak częste, jak się wydaje
Można odnieść wrażenie, że awantury na pokładach wymknęły się spod kontroli, bo każda kończy się w sieci. Statystyki mówią coś innego. Z czerwcowego zestawienia IATA, opartego na 93 107 zgłoszeniach od ponad 140 przewoźników, wynika, że częstotliwość incydentów z udziałem uciążliwych pasażerów spadła: z jednego na 307 rejsów w 2024 roku do jednego na 355 w 2025.
Najczęściej zgłaszaną kategorią pozostaje niestosowanie się do poleceń załogi, a nie przemoc. Rękoczyny są rzadkie. Rzecz w tym, że przy tej skali ruchu lotniczego nawet rzadkie zdarzenia zdarzają się codziennie, a każde z nich ma dziś kilkunastu operatorów kamer w promieniu trzech rzędów.
Dlaczego tacy pasażerowie często wychodzą z tego bez szwanku
Tu zaczyna się część, o której nie mówi się w nagłówkach. Tym, co dzieje się na pokładzie, rządzi konwencja tokijska z 1963 roku. Powstała w czasach, gdy lot międzykontynentalny był luksusem, i przyznaje prawo do ścigania takich czynów państwu rejestracji samolotu, a nie państwu, w którym maszyna wylądowała.
W praktyce oznacza to sytuację absurdalną. Awantura wybucha nad Europą, samolot ląduje w Londynie, brytyjska policja może wejść na pokład, ale jurysdykcja karna należy do kraju, w którym zarejestrowano maszynę. Sprawa wraca więc tam, gdzie zwykle nikt jej już nie prowadzi. IATA od lat powtarza, że właśnie dlatego ogromna część incydentów pozostaje bezkarna.
Łatę na tę dziurę napisano w 2014 roku. Protokół montrealski rozszerza prawo do ścigania na państwo lądowania, ale działa tylko między krajami, które go ratyfikowały, a ten proces idzie wolno. Dopóki obie strony trasy go nie przyjmą, zostaje stary system z 1963 roku.
Stawka jest wyższa niż podarta koszulka
Warto na koniec spojrzeć na to z perspektywy reszty pokładu. Jeśli kapitan uzna, że sytuacji nie da się opanować i zdecyduje o lądowaniu na lotnisku zapasowym, rachunek idzie w dziesiątki tysięcy euro. Eurocontrol szacuje koszt takiej dywersji na około 15 tysięcy euro na trasie krótkiego zasięgu i nawet 82 tysiące na dalekim dystansie, a w skrajnych przypadkach przekracza on 300 tysięcy. Płacą to wszyscy, głównie czasem i przesiadkami, których już nie da się złapać.
W tym wypadku skończyło się na rozdartej koszulce i kilku minutach paniki między rzędami. Dla reszty pokładu lot był tylko przykrym epizodem w drodze do celu, bo prawdziwa podróż zaczyna się i tak dopiero po wyjściu z terminalu, najlepiej z dobrym audioprzewodnikiem w telefonie, który opowiada o mijanych miejscach wtedy, gdy przy nich stoimy.
Wspierasz mnie, korzystając z Travio
Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.