Port Lotniczy Gdańsk podliczył sześć pierwszych miesięcy roku i wyszła mu liczba, która jeszcze dekadę temu spokojnie mogłaby być wynikiem całorocznym: 3 694 606 pasażerów. Do tego 31 754 starty i lądowania oraz 37 mln zł zysku netto. Warto pamiętać, że te statystyki zamykają się na 30 czerwca, a więc jeszcze przed prawdziwym szczytem sezonu.

Przy okazji podsumowania padła jednak zapowiedź ciekawsza niż same liczby. Lotnisko mówi, że docelowo może być nawet dwukrotnie większe niż dziś, a inwestycje obejmą terminal, system bagażowy i płyty postojowe. Brzmi prosto. Tyle że port w Rębiechowie jest ciasno wpisany w swój teren i nie może po prostu rozlać się na boki.

Sześć miesięcy bez słabego miesiąca

Ruch rósł systematycznie, miesiąc po miesiącu: styczeń 475 619 pasażerów, luty 472 115, marzec 528 934, kwiecień 626 976, maj 757 892 i czerwiec, który zamknął się liczbą 833 170. To był najlepszy miesiąc pierwszego półrocza.

Najmocniej rozpędziły się czartery. Skorzystało z nich 282 798 osób, o 15,8 proc. więcej niż rok wcześniej, a listę kierunków otwierają Antalya oraz egipskie Marsa Alam i Hurghada. Cargo urosło skromniej, do 5 568 ton. Spółka wypracowała 44,3 mln zł zysku ze sprzedaży.

Prezes portu Tomasz Kloskowski zwracał uwagę na jedną rzecz: pasażerów nie zniechęcają kryzysy i sytuacja na świecie. W samym czerwcu Wizz Air miał w Gdańsku o 28 proc. więcej podróżnych niż w czerwcu 2024 roku, Ryanair o prawie 16 proc., a LOT o ponad 26 proc.

Dwie linie i cała reszta

Tu robi się widoczna specyfika Gdańska. W ruchu regularnym Wizz Air odpowiadał w pierwszym półroczu za 45,4 proc. połączeń, Ryanair za 36,6 proc., a LOT za 5,1 proc. Dwóch przewoźników niskokosztowych obsługuje więc ponad cztery piąte rozkładowego ruchu.

Najpopularniejsze kierunki tę zależność tylko potwierdzają. Londyn wybrało 242 149 pasażerów, Oslo 217 333, Kopenhagę 201 926. To siatka zbudowana wokół pracy, rodziny i weekendowych wypadów, a nie wokół przesiadek.

Terminal, który już raz urósł

Gdańsk ma za sobą dwie duże rozbudowy. Terminal T2 powstał przed Euro 2012 i został powiększony w 2015 roku, a potem, w środku pandemii, port zdecydował się na inwestycję, na którą inni wtedy nie mieli odwagi. Budowa pirsu zachodniego ruszyła pod koniec 2019 roku i kosztowała ponad 255 mln zł netto. Otwarto go w czerwcu 2022.

Zysk był konkretny: prawie 16 tys. m kw. nowej powierzchni, liczba bramek odlotowych w górę z 20 do 30, punkty odprawy paszportowej z 6 do 8 w odlotach i z 8 do 12 w przylotach, dziewięć rękawów zamiast pięciu. Po tej inwestycji terminal może obsłużyć nawet 7 mln pasażerów rocznie. W całym 2025 roku przez Gdańsk przeszło ich prawie 7,4 mln.

I to jest właśnie moment, w którym rozmowa o kolejnej rozbudowie przestaje być teoretyczna.

Skąd wziąć miejsce na drugie tyle

Pirs zachodni wydłużył terminal w jedną stronę. Naturalny kierunek dalszego rozwoju prowadzi więc na wschód, w stronę Gdańska. Problem w tym, że stoi tam Terminal 1, budynek z 1997 roku, który dziś pełni już rolę drugoplanową, ale zajmuje dokładnie ten teren, na którym mogłaby powstać nowa część portu i drugi rząd stanowisk postojowych dla samolotów.

Kloskowski mówił o tym otwarcie już wcześniej: T1 zostanie zburzony. Kolejność ma być jednak odwrotna niż podpowiada intuicja. Najpierw rozbudowa bagażowni, potem nowa część terminala, a rozbiórka starego budynku dopiero na końcu, kiedy będzie już czym przejąć jego funkcje. Lotnisko nie może sobie pozwolić na to, żeby w środku sezonu zniknęła mu część infrastruktury.

Równolegle idzie rozbudowa pola wzlotów. W planach jest nowa płyta postojowa z 15 stanowiskami dla samolotów, docelowo powiększana nawet do 45, do tego trzy stanowiska do odladzania i fragment drogi kołowania.

Nie tylko hala odlotów

Program inwestycyjny na lata 2025-2028 jest sporo szerszy niż sam terminal. Port planuje rozbudowę bazy technicznej obsługi samolotów za 80 mln zł, kolejne biurowce w kompleksie Airport City Gdańsk, w tym budynek Bravo o powierzchni 16,5 tys. m kw. za 180 mln zł, farmę fotowoltaiczną na potrzeby własne i powiększenie parkingu o ponad 900 miejsc. W dalszej perspektywie mowa jest o siedmiu biurowcach i hotelu.

To już nie jest opis lotniska, tylko opis dzielnicy, która ma się przy nim wykluć.

Co z tego ma pasażer

W praktyce najwięcej zmieni system bagażowy i strefa kontroli bezpieczeństwa, czyli dwa miejsca, w których najczęściej stoi się w kolejce. Reszta, czyli płyty postojowe, hangary i drogi kołowania, jest niewidoczna z hali odlotów, a decyduje o tym, ile samolotów port jest w stanie obsłużyć jednocześnie w wakacyjny piątek.

Jest też druga strona tych statystyk. Rosnąca liczba przylotów oznacza, że coraz więcej osób ląduje w Gdańsku po raz pierwszy i rusza prosto na Główne Miasto. Jeśli ktoś nie chce chodzić po Długim Targu z przewodnikiem w ręku albo zgadywać, na co właściwie patrzy, warto puścić sobie w słuchawkach audioprzewodnik Travio.pl i po prostu iść, słuchając o kamienicach, Neptunie i Motławie w trakcie spaceru, a nie po powrocie do hotelu.

Tempo zależy od prognoz

Lotnisko od lat powtarza tę samą zasadę: nie rozbudowuje się na zapas, tylko wtedy, gdy prognozy ruchu to uzasadniają. Po pierwszym półroczu z 11-procentowym wzrostem i po roku 2025 zamkniętym liczbą 7,4 mln pasażerów te prognozy zaczynają mówić dość jednoznacznie. Zimą 2026/27 sam Ryanair zbazuje w Gdańsku sześć samolotów i doda 11 nowych tras, między innymi do Agadiru, Porto, Madrytu i Palermo.

Odpowiedź na pytanie, kiedy terminal faktycznie zacznie rosnąć na wschód, zależy więc nie od architektów, tylko od tego, ile biletów sprzedadzą Wizz Air i Ryanair.

🎧

Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem

Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.

Wypróbuj →