Varenna to jedna z tych miejscowości, które wyglądają jak z pocztówki jeszcze zanim wysiądzie się z promu. Około sześciuset pięćdziesięciu mieszkańców, wąskie kamienne uliczki schodzące wprost do wody, kolorowe domy przyklejone do zbocza i widok na jezioro Como, który filmowcy wykorzystywali choćby w "Casino Royale" i "Ocean's Twelve". Godzina drogi od Mediolanu, kilka kroków od willi, w której wakacje spędza George Clooney. Trudno się dziwić, że co roku ściągają tu setki tysięcy turystów.
I właśnie ten tłum stał się powodem, dla którego od końca czerwca w Varennie obowiązuje przepis, który część odwiedzających zaskoczył. Przez cały obszar gminy nie wolno chodzić bez koszulki ani w samym stroju kąpielowym. Wyjątkiem są plaże, pomosty i przystanie dla łódek, czyli miejsca, w których strój kąpielowy ma sens. Wszędzie indziej, na uliczce, w sklepie, przed kościołem czy na placu, trzeba być ubranym normalnie.
Za złamanie zasady grozi mandat od pięćdziesięciu do dwustu euro. W przeliczeniu to grubo ponad osiemset złotych w górnej granicy, więc spacer w kąpielówkach z plaży do lodziarni może wyjść drożej niż całe popołudnie nad wodą.
Nie chodzi tylko o strój
Nowe regulacje dotykają też wycieczek grupowych, bo to one w sezonie najbardziej dają się we znaki mieszkańcom. Grupa nie może liczyć więcej niż dwadzieścia pięć osób, a przewodnicy nie mają prawa używać megafonów ani innych urządzeń nagłaśniających. Do tego dochodzi lista konkretnych uliczek i zabytkowych zaułków, w których grupom nie wolno się gromadzić i blokować przejścia. Tu kary sięgają już czterystu euro.
Burmistrz Varenny, Mauro Manzoni, tłumaczył to bez owijania w bawełnę. Powiedział, że wioska jest dumna z tego, że przyjmuje gości z całego świata, ale jakość życia jej mieszkańców nie może być składana w ofierze masowej turystyce. Jeden z mieszkańców ujął to jeszcze prościej w rozmowie z włoską telewizją: rób, co chcesz, ale wchodząc do sklepu, restauracji, kościoła czy na plac, ubierz się przyzwoicie.
Varenna nie jest wyjątkiem
To, co wydarzyło się nad Como, wpisuje się w coś, co przetacza się przez całą południową Europę. Sorrento nad Zatoką Neapolitańską zakazało chodzenia w strojach kąpielowych już kilka lat temu, z mandatami dochodzącymi do pięciuset euro. Portofino na Riwierze poszło jeszcze dalej i przez letnie miesiące zabrania nie tylko kąpielówek w centrum, ale też chodzenia boso, siadania na schodach czy tarasowania uliczek z walizkami i głośnikami.
Podobnie jest po drugiej stronie Morza Śródziemnego. W hiszpańskiej Maladze za spacer bez koszulki można zapłacić nawet siedemset pięćdziesiąt euro, a Barcelona i Majorka karzą za paradowanie w stroju kąpielowym poza plażą. Rekord należy chyba do portugalskiej Albufeiry, gdzie po tym, jak w sieci zrobiło się głośno o grupie turystów tańczących nago w środku dnia, władze zapowiedziały grzywny sięgające tysiąca pięciuset euro. Swoje zasady mają też francuskie kurorty na Lazurowym Wybrzeżu oraz chorwackie Dubrownik i Split.
W tle jest ten sam problem: miejsca, które kiedyś żyły z turystów, dziś próbują się przed nimi bronić. Rzym każe płacić dwa euro za podejście pod fontannę di Trevi, w Wenecji nie wolno urządzać pikników na mostach, a na Capri zakazano głośnych butów. Każda z tych regulacji brzmi z osobna jak ciekawostka, ale razem układają się w wyraźny sygnał.
Co to znaczy dla nas
Dla polskiego turysty wnioski są całkiem praktyczne. Jeśli planujemy wypad nad Como albo w inne popularne zakątki Włoch, warto mieć w plecaku coś do zarzucenia na ramiona zaraz po wyjściu z plaży. Lekka koszulka czy sukienka załatwia sprawę i pozwala uniknąć niepotrzebnego mandatu, a przy okazji to zwykła forma szacunku wobec ludzi, którzy tu mieszkają na co dzień.
A skoro już mowa o Varennie, to miejscowość, którą naprawdę szkoda przelecieć w pół godziny między jednym a drugim promem. Ma bogatą historię, urokliwe kościoły i architekturę, o której łatwo przejść obojętnie, jeśli nie wie się, na co się patrzy. Kiedy zwiedzamy takie miejsca, dobrze mieć pod ręką audioprzewodnik, który opowie o tym, co mijamy, zamiast zostawiać nas z samym ładnym widokiem. Wtedy wąskie uliczki nad Como zaczynają znaczyć coś więcej niż tylko tło do zdjęcia.
Przepisy w Varennie już obowiązują, a wszystko wskazuje na to, że kolejne miejscowości nad jeziorem będą się na nią oglądać. Sezon dopiero się rozkręca, a lista europejskich kurortów z podobnymi zasadami robi się z roku na rok dłuższa.
Wspierasz mnie, korzystając z Travio
Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.