Stoisz w kolejce na lotnisku we Frankfurcie, samolot odlatuje za czterdzieści minut, a ty widzisz przed sobą ludzi, którzy tam stali już od trzech godzin. Brzmi jak koszmar? W tym roku to po prostu środa na kilku największych europejskich lotniskach.
Winowajca ma nazwę, której jeszcze pół roku temu prawie nikt nie znał: EES, czyli unijny system rejestracji wjazdów i wyjazdów. Wszedł w pełni w życie 10 kwietnia, zastępując tradycyjne stemplowanie paszportów cyfrową rejestracją - skan twarzy, odciski palców, wszystko trafia do wspólnej bazy dla 29 krajów strefy Schengen. Brzmi jak techniczna formalność. W praktyce okazało się, że każda taka rejestracja trwa dłużej niż stuknięcie pieczątką, a przy dużym ruchu te dodatkowe minuty potrafią zamienić się w prawdziwy zator.
Skala problemu jest taka, że linie lotnicze przestały już to bagatelizować. Ryanair pierwszego lipca ogłosił wprost "paszportowy chaos" i zażądał od Brukseli zawieszenia systemu na lipiec i sierpień. Organizacje branżowe reprezentujące lotniska i przewoźników - ACI Europe, Airlines for Europe, IATA - wysłały wspólny list do Komisji Europejskiej, w którym piszą, że sytuacja "osiągnęła punkt krytyczny". Kolejki na Frankfurcie, paryskim CDG czy rzymskim Fiumicino sięgały już pięciu godzin. Pięć godzin stania w kolejce, zanim w ogóle dotrzesz do bramki.
Najbardziej absurdalny efekt tego wszystkiego to samoloty, które odlatują w połowie puste, bo pasażerowie po prostu nie zdążyli przejść kontroli na czas. EasyJet w kwietniu odleciał z Mediolanu bez ponad stu osób. Światowa Rada Podróży i Turystyki policzyła, że jeśli sytuacja się nie poprawi, Europa może stracić w tym sezonie nawet 41 milionów przyjazdów i 45 miliardów dolarów wpływów z turystyki - bo jedna trzecia ankietowanych podróżnych mówi wprost: przy czterogodzinnej kolejce wolę zrezygnować z wyjazdu.
I teraz dobra wiadomość, choć trochę zwodnicza. Jeśli lecisz z polskim paszportem albo dowodem osobistym do Hiszpanii, Grecji, Włoch czy Francji - EES formalnie w ogóle Cię nie dotyczy. System rejestruje tylko obywateli krajów spoza Unii: Brytyjczyków, Amerykanów, Kanadyjczyków i tak dalej. Wchodzisz do osobnej kolejki dla obywateli UE, pokazujesz dokument, przechodzisz. Koniec.
Tylko że to nie oznacza, że jesteś bezpieczny. Kolejki dla obywateli spoza UE tworzą wąskie gardło na całym lotnisku - opóźnienia w jednej strefie kontroli rozlewają się na cały terminal, na loty łączone, na wypuszczanie bagaży. Jeśli lecisz z kimś, kto ma paszport spoza UE, albo masz przesiadkę na lotnisku, które akurat tego dnia stoi w korku, twój plan podróży też może się posypać. British Airways zaleca teraz bycie na lotnisku aż trzy godziny przed lotem europejskim - to dużo więcej niż standardowe dwie godziny, do których wszyscy przywykliśmy.
Co z tym zrobić praktycznie? Jeśli masz podwójne obywatelstwo, zawsze pokazuj polski dokument - to najszybsza ścieżka. Sprawdzaj komunikaty linii przed wylotem, bo Komisja Europejska dopuściła czasowe zawieszanie kontroli EES w najbardziej obciążonych momentach, przynajmniej do września - więc sytuacja na tym samym lotnisku może wyglądać zupełnie inaczej w poniedziałek niż w piątek. I generalnie - zakładaj więcej luzu czasowego niż zwykle, szczególnie przy przesiadkach. To zresztą dobra zasada przy każdym rezerwowaniu lotów, niezależnie od sezonu czy systemów granicznych - na TaniLocik.pl zawsze staramy się pokazywać połączenia z bezpiecznym zapasem czasu na przesiadkę, właśnie na wypadek takich niespodzianek.
Branża liczy, że latem 2026 to się jakoś rozejdzie po kościach - Frontex mówi o stabilizacji w ciągu roku, dwóch. Do tego czasu jednak lipiec i sierpień pozostają najbardziej nieprzewidywalnym okresem, jaki europejskie lotniska widziały od dawna. A jeśli po dotarciu na miejsce chcesz w końcu zapomnieć o kolejkach i po prostu zwiedzać bez czytania przewodnika ze smartfona w ręku, audioprzewodnik Travio.pl akurat do tego służy - włączasz i idziesz.
Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem
Travio działa wszędzie po Europie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.