Niedzielny wieczór, 16 sierpnia, hala odlotów lotniska w Krakowie-Balicach. Około godziny 18.00 przy bramce jednego z rejsów do Barcelony pracownicy obsługi naliczają 44-letniej obywatelce Ukrainy opłatę za przekroczenie wymiarów bagażu podręcznego. Kobieta odmawia zapłaty. W tym momencie większość takich sporów kończy się w jeden z dwóch sposobów: pasażer płaci albo zostaje na lotnisku. Tym razem wydarzyło się coś trzeciego.
Siłą na płytę lotniska
Jak wynika z komunikatu Karpackiego Oddziału Straży Granicznej, pasażerka siłą ominęła punkt kontroli i przedostała się na płytę postojową lotniska. To teren, na który bez uprawnień nie ma wstępu nikt - z powodów oczywistych, bo poruszają się po nim samoloty, cysterny z paliwem i pojazdy obsługi. Na miejsce skierowano funkcjonariuszy Zespołu Interwencji Specjalnych, a przewoźnik podjął decyzję o wycofaniu kobiety z rejsu. Do Barcelony tego dnia nie poleciała. Za naruszenie przepisów ustawy Prawo lotnicze została ukarana mandatem w wysokości 400 złotych.
Jest w tej historii pewien gorzki paradoks. Opłaty za ponadwymiarowy bagaż podręczny w tanich liniach sięgają zwykle od stu kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych. Mandat wyniósł 400 złotych, a do tego doszedł przepadły bilet i cała podróż. Rachunek za tę decyzję okazał się więc znacznie wyższy niż kwota, od której wszystko się zaczęło.
Był to zresztą drugi w ciągu trzech dni przypadek, gdy funkcjonariusze z Balic musieli podejmować zdecydowane działania. 14 sierpnia wieczorem interweniowali na pokładzie samolotu, który przyleciał z Brukseli - 29-letni obywatel Polski wszczął konflikt z innym podróżnym, obrażał go, kopał w fotel i zakłócał porządek na pokładzie. Skończyło się mandatem 500 złotych.
Wojna o bagaż trwa od tygodni
Incydent z niedzieli trudno jednak traktować jako wybryk oderwany od rzeczywistości. Balice od tygodni są areną napięć wokół bagażu podręcznego. W lipcu głośno było o pasażerce lecącej z Krakowa do Cagliari, która - jak opisywała krakowska "Wyborcza" - musiała dopłacić kilkaset złotych, bo z jej plecaka minimalnie wystawały paski. Podróżni na grupach społecznościowych wymieniają się sposobami na przetrwanie kontroli: polecają plecaki z odpinanymi szelkami, a niektórzy wożą ze sobą taśmę klejącą, żeby w razie czego spłaszczyć odstające fragmenty.
Sprawie przygląda się też UOKiK, który prowadzi postępowanie wyjaśniające wobec Ryanaira i Wizz Aira. Skargi napływające do urzędu opisują powtarzający się schemat: plecak, który jeszcze niedawno kwalifikował się jako bezpłatny bagaż, przy bramce nagle przestaje mieścić się w ramce, a odmowa dopłaty oznacza niewpuszczenie na pokład. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny przypomina, że zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE bagaż podręczny o rozsądnych wymiarach powinien być traktowany jako integralna część usługi przewozu, za którą nie pobiera się dodatkowej opłaty.
Spokój przy bramce się opłaca
Do czasu rozstrzygnięcia tych sporów pozostaje mierzyć plecak w domu i zachować spokój przy bramce - nawet jeśli sizer wydaje się mniejszy niż deklarowane wymiary. Awantura, a tym bardziej wtargnięcie na płytę, kończy się zawsze tak samo: interwencją służb i lotem, który odlatuje bez nas. A szkoda, bo sama Barcelona wynagradza każdy stres podróży - zwiedzając ją, warto włączyć sobie audioprzewodnik Travio.pl i po prostu chłonąć miasto, zamiast wertować przewodnik z nosem w książce.
Wspierasz mnie, korzystając z Travio
Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.