Nad Omišem, urokliwym miasteczkiem na dalmatyńskim wybrzeżu, w nocy z 13 na 14 sierpnia niebo zrobiło się czerwone. Ogień zszedł z okolicznych wzgórz w ciągu kilku godzin, strażacy wyprowadzili z domów około tysiąca osób, a karetki w pobliskim Splicie przyjęły kilkadziesiąt poszkodowanych, część w stanie ciężkim. Dzień wcześniej, kilkaset kilometrów dalej, z greckich plaż na półwyspie Chalkidiki turystów w strojach kąpielowych zabierano łódkami - płomienie odcięły im drogę lądową i jedyną ucieczką pozostało morze.
Takie kadry obiegły w sierpniu cały świat i łatwo na ich podstawie dojść do wniosku, że pół kontynentu stoi w ogniu, a urlop nad Adriatykiem albo Morzem Egejskim to loteria. Prawda jest bardziej złożona, a przy tym mniej apokaliptyczna, niż sugerują nocne zdjęcia z helikopterów. Rozłóżmy to spokojnie na części: co faktycznie się pali, co już wygaszono i jak ten sezon wypada na tle poprzednich lat.
Hiszpania oberwała najmocniej
Epicentrum tegorocznych pożarów była Hiszpania. Pod koniec lipca dwa fronty w prowincjach Ávila i Madryt połączyły się w jeden gigantyczny pożar, który hiszpańskie służby uznały za niemożliwy do opanowania dostępnymi siłami. Z domów w okolicach stolicy wyprowadzono ponad sześćdziesiąt tysięcy osób, a pożar w rejonie Navaluengi i Burgohondo w prowincji Ávila urósł do około pięćdziesięciu tysięcy hektarów - to największy pojedynczy pożar w udokumentowanej historii kraju. Rząd Pedra Sáncheza ogłosił stan wyjątkowy, ściągnął wojskową jednostkę ratownictwa i poprosił o wsparcie z unijnego mechanizmu ochrony ludności.
Najważniejsze jest to, co wydarzyło się później: 30 lipca stan wyjątkowy odwołano, a największe pożary przeszły w fazę dogaszania. Sierpień przyniósł już mniejsze, choć wciąż groźne ogniska - najpierw w Aragonii w górach koło Hueski (podpalone przez pioruny), później w Andaluzji w okolicach Niebli i w prowincji León, gdzie front zagroził domom, ale mieszkańcom pozwolono wrócić w ciągu kilku dni. Według unijnego systemu monitoringu EFFIS Hiszpania spaliła w tym roku grubo ponad dwieście tysięcy hektarów i odpowiada za blisko czterdzieści procent całej powierzchni, jaka spłonęła w Unii. Sezon kosztował też życie co najmniej trójki strażaków.
Francja, Włochy, Portugalia
Południe Francji przeżyło jeden z trudniejszych sezonów od lat. Dobrym punktem odniesienia jest zresztą ubiegłoroczny pożar w masywie Corbières w departamencie Aude: w sierpniu 2025 spłonęło tam około siedemnastu tysięcy hektarów, co uczyniło go największym pojedynczym pożarem we Francji od 1949 roku i pochłonęło jedną ofiarę. Tego lata francuskie służby znów mierzyły się z kilkudziesięcioma pożarami dziennie na południu kraju, choć do połowy sierpnia największe fronty udało się ustabilizować.
Włochy mają za sobą jeden z gorszych sezonów ostatnich kilkunastu lat, a do zwykłych letnich pożarów doszła osobna, spektakularna niedogodność - erupcja Etny, przez którą pył wulkaniczny wielokrotnie zamykał lotnisko w Katanii. Portugalia z kolei spaliła w tym roku blisko pięćdziesiąt tysięcy hektarów; jej największy pożar ogłoszono opanowanym na początku sierpnia, ale ryzyko utrzymywało się przez cały miesiąc.
Grecja i Chorwacja - tam ucierpieli turyści
Paradoksalnie Grecja, kojarzona z corocznymi katastrofami, w liczbach wypadła tego lata łagodniej niż w wielu poprzednich sezonach - spaliło się tam około dwudziestu czterech tysięcy hektarów, wyraźnie mniej niż w rekordowych latach. To jednak nie znaczy, że było spokojnie. Na początku sierpnia ogień podszedł pod Porto Germeno nad Zatoką Koryncką, na zachód od Aten, a 13 sierpnia wybuchł pożar na Chalkidiki, gdzie z plaż w Siviri i Fource ewakuowano morzem około pięciuset osób. Grecki system ostrzegania wysyła w takich sytuacjach SMS-y na numer 112 do wszystkich telefonów w zagrożonym rejonie - i właśnie te alerty często decydują o tym, czy ludzie zdążą na czas.
Najbardziej dramatyczny dla turystów okazał się jednak chorwacki Omiš. Pożar, który wybuchł koło Lokvy Rogoznicy, dotarł do miasteczka w kilka godzin, gnany silnym wiatrem. Ewakuowano około tysiąca osób (późniejsze dane mówiły nawet o dwóch i pół tysiąca), kilkadziesiąt było rannych, kilka osób trafiło do szpitala w stanie krytycznym, a według późniejszych ustaleń zginęła jedna osoba i spłonęło kilkadziesiąt budynków. Premier Andrej Plenković nazwał to katastrofą. Do 16 sierpnia sytuację w Dalmacji opanowano, a osobny pożar na półwyspie Pelješac również udało się zatrzymać.
Zły rok, ale nie najgorszy
Żeby ocenić skalę, trzeba spojrzeć na dane, a nie na emocje z nagrań. Według EFFIS w 2026 roku w całej Unii spłonęło już ponad sześćset tysięcy hektarów - to znacznie powyżej dwudziestoletniej średniej, która wynosi około dwustu czterdziestu tysięcy. A jednocześnie mniej niż w tym samym momencie ubiegłego, rekordowego roku. Bo to właśnie 2025 zapisał się jako najgorszy w historii unijnych statystyk: Hiszpania miała wtedy swój najcięższy sezon od 2006 roku, całe wioski w regionie Bierzo obróciły się w popiół, a Francja notowała wspomniany pożar stulecia w Aude.
Wcześniejsze lata też bywały tragiczne, choć każde na swój sposób. Jesienią 2024 Portugalię strawiła seria pożarów, w których spłonęło ponad sto trzydzieści pięć tysięcy hektarów i zginęło dziewięć osób, w tym czterech strażaków. W 2023 Grecja walczyła z największym pojedynczym pożarem w historii Unii pod Aleksandropolis, a lipcowa ewakuacja wyspy Rodos była jedną z największych akcji tego typu, jakie kiedykolwiek przeprowadzono z powodu ognia. Najczarniejsze karty to jednak Mati pod Atenami w 2018 roku i Pedrógão Grande w Portugalii rok wcześniej - tam liczba ofiar szła w dziesiątki, a te katastrofy do dziś kształtują sposób, w jaki południe Europy myśli o ewakuacji i ostrzeganiu ludzi.
Wspólny mianownik jest za każdym razem podobny: długa susza, fale upałów przekraczające czterdzieści stopni, silny wiatr i coraz częściej wyludniona wieś, w której nikt nie dba już o zarośla stanowiące paliwo dla ognia. Naukowcy wiążą tę mieszankę ze zmianą klimatu, a sezon pożarowy z roku na rok zaczyna się wcześniej i przesuwa coraz dalej na północ.
Czy turysta powinien się bać?
Uczciwa odpowiedź brzmi: nie panikować, ale i nie ignorować. Pożary bywają gwałtowne i potrafią dojść pod sam kurort, co pokazały Omiš i Chalkidiki. Zarazem są prawie zawsze zjawiskiem miejscowym - obejmują konkretny masyw, dolinę czy odcinek wybrzeża, podczas gdy reszta kraju żyje normalnie, samoloty latają, a plaże są otwarte. Odwoływanie z wyprzedzeniem całych wakacji na Krecie, w Chorwacji czy w Hiszpanii dlatego, że gdzieś indziej w tym kraju pali się las, zwykle nie ma sensu.
Sensowniej jest przygotować się rozsądnie. Przed wyjazdem i w trakcie warto zaglądać na mapę EFFIS oraz do komunikatów krajowej ochrony ludności i polskiego MSZ, bo tam sytuacja jest opisana rejon po rejonie. Nie wyłączaj powiadomień w telefonie - w Grecji, Hiszpanii czy Chorwacji alerty 112 przychodzą właśnie SMS-em i mogą dać ci kluczowe kilkanaście minut. Miej wykupione ubezpieczenie, które obejmuje odwołanie i zmianę planów, trzymaj dokumenty oraz naładowany telefon pod ręką, a jeśli usłyszysz polecenie ewakuacji - wykonaj je od razu, bez pakowania „jeszcze tylko jednej rzeczy". Pamiętaj też o dymie: potrafi psuć powietrze nawet kilkadziesiąt kilometrów od płomieni, więc osoby z astmą powinny mieć przy sobie leki. I rzecz z pozoru oczywista, a w Hiszpanii ujęta wprost w przepisach: wywołanie pożaru, nawet nieumyślne, jest przestępstwem, więc żadnych ognisk, grilli poza wyznaczonymi miejscami czy niedopałków rzucanych w krzaki.
A kiedy pożary są daleko, a ty spokojnie chłoniesz stare miasto Splitu albo uliczki Aten, dobrze mieć w kieszeni audioprzewodnik - choćby ten z Travio.pl - który poprowadzi cię po zabytkach we własnym tempie i opowie o miejscu więcej, niż zdążysz wyłapać, przeciskając się przez tłum wokół przewodnika z parasolką. To drobiazg, ale potrafi zamienić przypadkowy spacer w coś, co się zapamiętuje.
Południe Europy nie przestało być bezpiecznym kierunkiem - zmieniło się to, że lato bywa tu dziś bardziej kapryśne, a różnicę robi nie odwaga, tylko dobre informacje i chłodna głowa w momencie, gdy naprawdę są potrzebne.
Wspierasz mnie, korzystając z Travio
Travio to mój audioprzewodnik z milionem nagrań o miejscach na świecie. Korzystając z niego, wspierasz moją pracę.