Rejs FR6359 z Krakowa do Liverpoolu miał wystartować w poniedziałek 3 sierpnia o 8:55. Samolot ruszył spod rękawa dopiero czterdzieści minut po północy, a w Liverpoolu wylądował około drugiej w nocy - z opóźnieniem sięgającym piętnastu godzin i dwudziestu minut. Przez większość dnia około stu pięćdziesięciu osób koczowało przy bramce, nie bardzo wiedząc, kiedy i czy w ogóle polecą.

W pewnym momencie każdy z pasażerów dostał od Ryanaira wiadomość z talonem na posiłek. Jeden voucher o wartości siedemnastu złotych na kartę pokładową. Kawa w krakowskim terminalu kosztuje dwadzieścia jeden złotych, więc bon nie wystarczał nawet na nią. Ci, którzy wytrwali przy bramce do końca, dostali łącznie pięć takich talonów, czyli osiemdziesiąt pięć złotych na kilkanaście godzin czekania.

Jednym z oczekujących był 47-letni Marcin Tkaczyk, mieszkający na północy Anglii, który spędził weekend w Krakowie. W relacji dla brytyjskiej prasy opisywał to, co zwykle dobija w takich sytuacjach najbardziej: nie samo opóźnienie, tylko brak kogokolwiek, kto potrafiłby wyjaśnić, co dalej. Informacje pojawiały się szczątkowo, a pierwotna godzina lądowania, 10:40, dawno przestała cokolwiek znaczyć.

"Drobna usterka" i podstawiony samolot

Ryanair tłumaczył opóźnienie drobną usterką techniczną maszyny, która miała obsłużyć ten rejs. Przewoźnik zorganizował samolot zastępczy, ale zanim udało się go ściągnąć i przygotować, minął praktycznie cały dzień. Z punktu widzenia linii to jedno zdanie w komunikacie. Z punktu widzenia pasażera to piętnaście godzin spędzonych na lotniskowej ławce.

Co tak naprawdę gwarantuje prawo

Tu zaczyna się część, o której linie wspominają znacznie rzadziej niż o voucherach. Prawa pasażera przy opóźnionym locie reguluje unijne rozporządzenie 261/2004, a rozdziela ono dwie zupełnie różne rzeczy: opiekę i odszkodowanie.

Opieka to posiłki i napoje w ilości dostosowanej do czasu oczekiwania, możliwość kontaktu, a gdy odlot przesuwa się na kolejny dzień, także nocleg i transport do hotelu. Należy się ona niezależnie od przyczyny opóźnienia. Nawet gdyby usterka była czymś zupełnie wyjątkowym, obowiązek nakarmienia i napojenia pasażerów zostaje. Przy piętnastu godzinach i nocnym odlocie jeden bon na siedemnaście złotych trudno uznać za wywiązanie się z tego obowiązku i to jest realnie najsłabszy punkt całej tej historii.

Druga sprawa to odszkodowanie za samo opóźnienie. Jeśli samolot dociera do celu ponad trzy godziny po planie, pasażerowi zwykle przysługuje zryczałtowana kwota od 250 do 600 euro, zależnie od długości trasy. Dla połączenia takiego jak Kraków-Liverpool mówimy o dolno-środkowym przedziale tej skali, a więc o kilkuset euro na osobę. To pieniądze zupełnie innego rzędu niż lotniskowy talon.

Przewoźnik może uchylić się od wypłaty tylko wtedy, gdy opóźnienie wynikło z nadzwyczajnych okoliczności, takich jak gwałtowna burza czy strajk kontroli lotów. Typowa awaria techniczna do tej kategorii zwykle nie należy. Trybunał Sprawiedliwości UE od lat stoi na stanowisku, że usterki będące częścią normalnej eksploatacji samolotu nie zwalniają linii z odpowiedzialności. Samo hasło "drobna usterka" nie wystarcza więc, by odprawić pasażerów z kwitkiem.

Co z tym zrobić

W praktyce warto pilnować dwóch rzeczy. Pierwsza to paragony. Jeśli linia nie zapewnia sensownego wyżywienia, a jedzenie kupujesz za swoje, później można dochodzić zwrotu tych wydatków. Druga to czas. W Polsce roszczenie o odszkodowanie przedawnia się rok po dacie lotu, więc bon wciśnięty do kieszeni na lotnisku niczego nie zamyka. Wybierając samo połączenie, też warto porównać kilka wariantów, zamiast rzucać się na pierwszy z brzegu - w tym akurat pomagają porównywarki lotów, choćby TaniLocik.pl.

Bo cały sens takich wyjazdów jak ten weekend w Krakowie leży przecież w tym, co jest na miejscu, a nie na lotniskowej ławce. A gdy już chodzimy po mieście, wygodnie mieć w telefonie audioprzewodnik, który sam opowiada historię mijanych zaułków - jak Travio.pl - zamiast co chwilę zerkać w mapę i zgadywać, na co właściwie patrzymy.

Ta historia nie jest opowieścią o wyjątkowo nieuprzejmej linii. Jest przypomnieniem, że voucher na siedemnaście złotych to najmniejsza część tego, co w takiej sytuacji pasażerowi przysługuje, i że o resztę trzeba się zwykle upomnieć samemu.

🎧

Zwiedzaj te miejsca z audioprzewodnikiem

Travio działa na całym świecie — ponad milion nagrań audio, zawsze pod ręką, bez przewodnika.

Wypróbuj →